Skip to main content

Narodziny „Solidarności” w Bełchatowie II

portret użytkownika Ryszard W.
solidarność.JPG

Bełchatów, sierpień 2006 roku
Część I
Część II
Zarys działalności do czasu wprowadzenia stanu wojennego.
Pewne fakty i zdarzenia

Służba bezpieczeństwa jednak szukała nadal autorów ulotki. Oprócz prowadzonych obserwacji przez swoich agentów, postanowili sprawdzić maszyny do pisania w Kopalni (nieźle pomyślane), aby porównać czcionki tych maszyn z czcionką ulotki. Myślę, że była to decyzja wojewódzkiej SB. Bełchatów nie miał tak błyskotliwych funkcjonariuszy. Sprawdzono więc maszyny z wyjątkiem jednej. Tej w sekretariacie dyrektora. Czyżby była poza wszelkim podejrzeniem? Czy może zwykłe przeoczenie? - Nie wiem. Dyrektorem Kopalni był wtedy Stanisław Drozdowski.

Napisałem o tym fakcie szerzej, bowiem wydaje mi się to pomimo wszystko ważne. Z jednej strony pokazuje działalność szpicli i nieudolność bełchatowskiej bezpieki, a z drugiej wzrost świadomości wśród zwykłych ludzi i być może sabotowania poleceń SB-eckich przez niektórych kierowników zakładów pracy. Mogliśmy zatem my, tworzący to antykomunistyczne środowisko, łatwiej docierać ze swoimi racjami i organizować ludzi w strukturach niezależnych od komunistycznej władzy. Pomimo pewnych trudności, udało się doprowadzić do znacznej mobilizacji tych struktur i powołać Komitet Założycielski NSZZ „Solidarność” przy KWB Bełchatów.

Równolegle niejako, w tym samym czasie kiedy tworzone były podwaliny „Solidarności” w Bełchatowie, działali tu ludzie będący członkami Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania. W więzieniu siedziało wtedy całe kierownictwo KPN (Konfederacja Polski Niepodległej) oraz szereg innych osób. Przynależność do tego Komitetu wymagała już znacznej odwagi. Był to bowiem Komitet szczególnie „nie kochany” przez władzę, tak zwaną ludową. Na terenie Bełchatowa było kilku członków tego Komitetu (była to bowiem struktura ogólnopolska), do której między innymi wtedy należałem.

Informację o tym, że są w Bełchatowie ludzie z tego Komitetu, wpływała mobilizująco na innych i dodawała im odwagi przy angażowaniu się w działalność antykomunistyczną. Zauważmy, że podpisanie Porozumień Sierpniowych w Gdańsku następuje na koniec sierpnia 1980 roku, a już siódmego września 1980 roku powstaje Komitet Założycielski NSZZ „Solidarność” przy KWB Bełchatów, afiliowany przy MKZ Huta Katowice. Zapyta ktoś, dlaczego przy Hucie Katowice? Między innymi dlatego, że Region Górny Śląsk był wtedy największym, liczącym około 1,4 miliona członków, dobrze zorganizowanym Regionem „Solidarności”, dysponujący już pełną strukturą związkową. Huta Katowice natomiast, była jednym z największych (o ile nie największym) zakładem w Polsce. Nie bez znaczenia był również tu fakt, że istniały przecież nasze wcześniejsze kontakty i ustalenia ze środowiskami niezależnymi na Śląsku odnośnie wzajemnej współpracy. Był jeszcze jeden przyczynek. Pokrewna branża górnicza. Przecież Komitet Założycielski w naszej Kopalni poważnie rozważał przystąpienie całą naszą strukturą do Regionu Górny Śląsk. Gdyby nie gorączkowe działania mające na celu powołanie i utworzenie Regionu Piotrkowskiego, na pewno byśmy się tam znaleźli. Z chwilą jednak, kiedy największe zakłady pracy w województwie piotrkowskim powołały Region Piotrkowski NSZZ „Solidarność”, Komitet Założycielski NSZZ „Solidarność” KWB Bełchatów zgłosił akces o przystąpieniu do Regionu Piotrkowskiego. Ogromnie to wzmocniło ten słaby na początku Region.

Kontakty ze Śląskiem nadal się rozwijały i udzielona nam wszelkiej pomocy potrzebnej w prowadzeniu działalności związkowej. Trzeba powiedzieć jasno – gdyby nie bardzo dobra współpraca z Katowicami, nie bylibyśmy w stanie w tak krótkim czasie zbudować prężnej struktury NSZZ „Solidarność” jaka powstała w KWB Bełchatów, oraz udzielić pomocy innym zakładom jak na przykład „BZPB Bełchatów” (Bełchatowskie Zakłady Przemysłu Bawełnianego). Tam nie było wcześniej zorganizowanej struktury niejawnej. Kiedy więc w Kopalni Węgla Brunatnego powstał i ogłosił działalność Komitet Założycielski NSZZ „Solidarność”, grupa ludzi w BZPB spontanicznie podjęła działania na rzecz powołania struktury NSZZ „Solidarność” w swoim zakładzie. Byli to przede wszystkim: Lesław Szubert, Jan Maślanka, Tadeusz Jagodziński, Bogdan Woźniak, Andrzej Graf, Wiesław Zamolski i w mniejszej skali Teresa Mamos. Ale był tam także niejaki Stanisław Bukowski, będący w bliskiej koligacji rodzinnej z ówczesnym dyrektorem BZPB z pezetpeerowskiego nadania, Stanisławem Półchłopkiem. Według relacji niektórych osób wyżej wymienionych, tenże Stanisław Bukowski najpierw gorąco odradzał wstępowania do „Solidarności”. Kiedy jednak grupa inicjatywna uzyskała poparcie Komitetu Założycielskiego NSZZ „Solidarność” KWB Bełchatów i przy pomocy Stanisława Knasia oraz Stefana Borysewicza członków tego Komitetu, struktura NSZZ „Solidarność” w BZPB powstała. Stanisław Bukowski zapisał się do „Solidarności”. Po co? - na to niech już każdy odpowie sobie sam. Ba! - chciał nawet zostać przewodniczącym Komisji Zakładowej! Jednakże na wyraźne ostrzeżenie Lesława Szuberta, że ujawni jego wcześniejszy stosunek do „Solidarności”, zrezygnował.

Pierwszym przewodniczącym Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” BZPB w Bełchatowie został wybrany Andrzej Graf. Natomiast zastępcą Teresa Mamos. Po rezygnacji Andrzeja Grafa (nie do końca wiadomo dlaczego), przewodniczącym Komisji został wybrany Wiesław Zamolski. I to właśnie Wiesław Zamolski oraz Lesław Szubert poszli do więzienia w stanie wojennym za działalność związkową w NSZZ „Solidarność”. Stanisław Bukowski jakoś się od tego uchronił.
List do redakcji
Wyjaśnienie Autora tekstu

Jeżeli natomiast chodzi o Elektrownię „Bełchatów”, zakład będący wtedy w początkowym okresie budowy, to nie jestem w stanie podać jak tam zaczynała powstawać „Solidarność”. Osoby z terenu powstającej Elektrowni, z którymi miałem kontakt, to Jan Skrobisz i Szczepan Kędziak. Oni mogą nam podać szczegółowe informacje, jak powstawała struktura NSZZ „Solidarność” w Elektrowni „Bełchatów”.

Widać więc doskonale, jak ważną rzeczą były wcześniejsze kontakty i działalność w strukturach niejawnych, przy organizowaniu NSZZ „Solidarność”. Rzecz bowiem polegała na wzajemnym zaufaniu poszczególnych ludzi do siebie. Ale nie tylko to. W tamtym czasie, czasie tworzenia – wszyscy, którzy byliśmy zaangażowani w działalność ku wolności, działaliśmy bezinteresownie i w zgodzie. Byliśmy bez reszty przekonani, że służymy dobrej sprawie. To dawało siłę, odwagę i zaangażowanie bez reszty.

„Solidarność” jawiła się wtedy jako urzeczywistnienie naszych idei. Nie wiedzieliśmy jeszcze wtedy, że komuniści przygotowują „desant”, który już stopniowo wchodził do „Solidarności”, aby wprowadzać destrukcję i inwigilować ją od środka. Do tych destrukcyjnych sił należy również zaliczyć tak zwanych „doradców” wywodzących się z KOR (Komitet Obrony Robotników), który założyła grupa intelektualistów żydowskiego pochodzenia po wydarzeniach w Radomiu.

Wiele wskazuje na to, że pewne decyzje uzgadniali z komunistami. Chociażby odwołanie w ostatniej chwili strajku generalnego, który był wyznaczony na dzień 27 marca 1981 roku. Osłabiło to bardzo mocno zaufanie szeregowych członków NSZZ „Solidarność” do władz krajowych Związku. Wracajmy jednak do początku tworzenia się „Solidarności” w Bełchatowie.

Pełni zapału i słusznego przekonania do tego co robimy, pracowaliśmy nadal nad powoływaniem i umacnianiem struktur NSZZ „Solidarność” w Bełchatowie. Zakładem wiodącym była tu oczywiście Kopalnia Węgla Brunatnego. To tu zainicjowana została szeroko zakrojona kampania wyborcza NSZZ „Solidarność”. Wybierane były Komisje Oddziałowe oraz delegaci na WZD (Walne Zebranie Delegatów). Wybory przebiegały bardzo sprawnie. W każdym Oddziale Kopalni do końca 1980 roku działała struktura oddziałowa NSZZ „Solidarność”. Wiele pracy i zaangażowania włożył w to między innymi Stefan Borysewicz. Można więc było zacząć przygotowania do odbycia WZD i wybrać strukturę Zakładową NSZZ „Solidarność” oraz delegatów na Zjazd Krajowy. Dwudziestego pierwszego lutego 1981 roku rozpoczęły się obrady Walnego Zebrania Delegatów (WZD) NSZZ „Solidarność” KWB „Bełchatów”. Obradom tym przewodniczył nie żyjący już dzisiaj Zdzisław Maruszak.

Na początku tych obrad wydawało się, że nie będzie niespodzianek. Że WZD wybierze przewodniczącego i Komisję Zakładową spośród tych, którzy włożyli najwięcej pracy i serca w organizowanie struktury NSZZ „Solidarność” KWB „Bełchatów”, tworząc wcześniej Komitet Założycielski „Solidarności”.

Tak się przynajmniej wydawało. Pierwszy szok nastąpił, kiedy rozpoczęły się wybory przewodniczącego Komisji Zakładowej. Okazało się wtedy jak działa „desant”. Przewodniczącym Komisji Zakładowej nie został wybrany najbardziej kompetentny i zasłużony w organizowaniu „Solidarności” w Bełchatowie Stanisław Knaś, ale zgłoszony przez jednego z delegatów (Mieczysław Czyż), nieznany wcześniej nikomu bliżej, przywieziony z Konina członek PZPR, Wojciech Górecki.

W moim odczuciu, obserwując jego zachowanie już jako Przewodniczącego Komisji Zakładowej, człowiek ten współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa PRL. Przypomnę tu pewien epizod. Kiedy miał być poświęcony pierwszy sztandar „Solidarności” kopalnianej (ten który został przekazany na Jasną Górę i jest tam po dzień dzisiejszy i który można zobaczyć w Sali Rycerskiej), Wojciech Górecki za nic nie chciał z nim podejść do ks. biskupa Józefa Rozwadowskiego, aby uczestniczyć bezpośrednio w akcie poświęcenia. Ze sztandarem do poświęcenia poszedł ktoś inny.

Komisja Zakładowa NSZZ „Solidarność” KWB „Bełchatów” została wybrana również pod dyktando „desantu”. Co prawda znaleźli się w niej ludzie tacy jak: Marcin Świerczyński, Kazimierz Kasprzak, Stefan Borysewicz czy inni, ale było również wielu mówiąc delikatnie - niewłaściwych. Stanisław Knaś z trudem wybrany został delegatem na Zjazd Krajowy.

Tu podam pewną ciekawostkę. Otóż na ogólną liczbę delegatów Krajowego Zjazdu NSZZ „Solidarność”, wynoszącą 900, aż jedna trzecia z nich miała agenturalną przeszłość lub była czynną agenturą (materiały IPN). Nic dodać, nic ująć. Natomiast przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” Wojciech Górecki, bez przeszkód dotrwał na stanowisku do czasu wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. Mało! - I był to chyba jedyny przypadek w całym kraju, gdzie szef „Solidarności” tak dużego zakładu pracy, mającego znaczenia strategiczne i prowadzącego tak rozległą działalność związkową, nie został w stanie wojennym nawet internowany.

Dla kontrastu przytoczę fakt z więzienia w Hrubieszowie. Siedział tam razem ze mną 18-to latek z jakiejś wsi, który w stanie wojennym wyciął w buraku pastewnym słowo „Solidarność”, maczał go w czerwonej farbie i tak zrobioną „pieczęcią” stępował kartki papieru i rozdawał. Otrzymał za to wyrok 3 lat pozbawienia wolności. Pomyślcie państwo sami. Tu trzy lata, a tam nawet internowania nie było.

Już po wprowadzeniu stanu wojennego wszystko wyszło na jaw, że było polecenie partyjne, aby do „Solidarności” wstępowali i próbowali uplasować się jak najwyżej w jej władzach członkowie PZPR, nie mówiąc już o „powkładanych” w struktury agentach Służby Bezpieczeństwa. Na dowód tego przytoczę słowa jednego z dyrektorów, który później się nawrócił - Wiesława Bujasa, po jedo spotkaniu z Komitetem Założycielskim NSZZ „Solidarność” KWB „Bełchatów”. Wtedy mówił on oczywiście te słowa, jako członek PZPR.

Podczas posiedzenia Egzekutywy Komitetu Zakładowego PZPR KWB „Bełchatów” (najwyższa władza zakładowej struktury partyjnej), na pytanie: jak ich Wiesiu odbierasz? - odpowiedział: „Dno. W tym gronie mogę to powiedzieć. Nie ma z kim i o czym rozmawiać. To się rozleci. Ale trzeba tam do nich wchodzić. Tam muszą być nasi ludzie”. No i wchodzili. Tyle tylko, że większość z nich kiedy poznali trochę „Solidarność” i ludzi oddanych sprawie „Solidarności”, opuściła partię. Najlepszym dowodem na to są kosze, ustawione w bramie wjazdowej podczas Walnego Zebrania Delegatów NSZZ „Solidarność” KWB „Bełchatów”, pełne wyrzuconych legitymacji PZPR. Ale niestety, pewna ilość „funkcyjnych” członków partii w „Solidarności” pozostała. Byli to ci, którzy zostali celowo tam skierowani, mający powiązania z agenturą lub sami będący agentami SB. Oni to powodowali kłótnie i to, że tak trudno było w „Solidarności” przegłosować ważne sprawy, służące dobru wspólnemu całego narodu.

Kiedy w marcu 1981 roku powołana została Delegatura NSZZ „Solidarność” w Bełchatowie, afiliowana przy MZK Regionu Piotrkowskiego i której przewodniczącym został Stanisław Knaś, grupująca takie Komisje Zakładowe jak: KWB „Bełchatów”, Elektrownia „Bełchatów”, Trancbud „Bełchatów”, Geoprojekt, Oświata i Wychowanie, ZOZ „Bełchatów”, to okazało się później, że wybrany przez delegatów poszczególnych zakładów wchodzących w jej skład, sekretarz i jednocześnie etatowy pracownik tej Delegatury, Wiesław Tomaszewski jest czynnym funkcjonariuszem ORMO (Ochotnicza Rezerwa Milicji Obywatelskiej).

Podobnie było w działającej równolegle w Bełchatowie, Delegaturze afiliowanej przy MZK Ziemi Łódzkiej, grupującej Komisje Zakładowe takich zakładów jak: Kombinat Budowy Elektrowni, BZPB (Bełchatowskie Zakłady Przemysłu Bawełnianego), PKS, BPBO (Bełchatowskie Przedsiębiorstwo Budownictwa Ogólnego), której przewodniczącym był Marek Krakus.
Tam również były inne „przynależności” obok NSZZ „Solidarność”. Dwa ogólnopolskie strajki generalne, do których wezwała Komisja Krajowa, a które właściwie się nie odbyły jak wcześniej wspomniałem głównie w wyniku negocjacji prowadzonych z rządem przez korowskich doradców, w Bełchatowie przygotowane były dobrze. Załogi wszystkich zakładów gremialnie poparłyby te akcję.

Najgorzej pod tym względem było jednak w KWB „Bełchatów”. Przewodniczący Komisji Zakładowej „Solidarności” Wojciech Górecki nie przejawił bowiem żadnej inicjatywy osobistej, ani większego zaangażowania w organizację i przebieg tych protestów. Zachował się jak najemnik, któremu właściciel zlecił wykonanie określonej pracy. Całe szczęście, że była tam prężna grupa członków Komisji Zakładowej „Solidarności”, dzięki której wszystko zostało dopięte i nie trzeba się było wstydzić przed innymi.

Takie między innymi postawy ludzi odpowiedzialnych za Związek na różnych szczeblach, jak wspomniany wyżej Wojciech Górecki, przyczyniły się do tego, że ten piękny, narodowy i katolicki ruch „Solidarności” 1980 roku nie przetrwał i po stanie wojennym został opanowany przez środowiska Lewicowo - liberalne, które konsekwentnie go zniszczy.

Należy jeszcze tu powiedzieć o jednej sprawie, tak jakoś dziwnie przemilczanej. Dotyczy ona jednak okresu już po stanie wojennym. Niemniej w kontekście całości zagadnienia wydaje się ważna. Chodzi mi o pozbawienie „Gazety Wyborczej” znaczka „Solidarność”. Starsi powinni pamiętać, że w początkowym okresie jej wydawania, logo tej gazety opatrzone było znaczkiem „Solidarność”. Miało to na celu sugestię, że jest to gazeta przekazująca przesłanie NSZZ „Solidarność”. Środowiska żydowskie, które tą gazetę wydawały i nadal wydają, tak to sobie obmyśliły. A przecież wiadomo, że gazeta ta z „Solidarnością” anie duchem narodowym i katolickim nie miała i nadal nie ma nic wspólnego.

Otóż na jednym z posiedzeń Komisji zakładowej NSZZ „Solidarność” KWB „Bełchatów”, został zgłoszony wniosek o odebranie znaczka „Solidarność” Gazecie Wyborczej. Był to mój wniosek. Wnioskodawca uzasadnił go właśnie przewrotnością tej gazety wobec NSZZ „Solidarność”, co w konsekwencji stawia w złym świetle przesłanie „Solidarności” w odbiorze społecznym. W głosowaniu wniosek ten uzyskał poparcie i przekazany został Zarządowi Regionu Piotrkowskiego do realizacji. Ten po przyjęciu skierował go do Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” z prośbą o poparcie. Aż się wierzyć nie chce, ale Komisji Krajowa również ten wniosek w głosowaniu przyjęła i tym samym pozbawiła „Gazetę Wyborczą” symbolu „Solidarności”.

Od tej chwili środowiska żydowskie, które wydają „Gazetę Wyborczą” nie mogły podpierać się autorytetem „Solidarności”. Dopiero AWS oddała im władzę, no ale to już inny temat. Po latach widać, że odebranie znaczka „Solidarności” Wyborczej (Wybiórczej), to był strzał w dziesiątkę. I miłą jest świadomość, że zaczęło się to w Bełchatowie.

Powróćmy jeszcze do roku 1981. W lipcu tego roku zorganizowany przez Delegatury NSZZ „Solidarność” działające w Bełchatowie, tak zwany „marsz głodowy”. Zresztą jeden z wielu jakie w tym czasie odbywały się na terenie całego kraju. Przez centrum miasta przeszedł pochód, oraz przejechały oflagowane samochody. Domagano się poprawy warunków życia i lepszego zaopatrzenia w produkty żywnościowe. Została wręczona przez demonstrantów petycja do władz. Naczelnikiem Miasta i Gminy Bełchatów był wtedy niejaki Jerzy Cygan (PZPR). Cygan petycję z poważną miną przyjął, a nawet obiecał pomoce i „marsz głodowy” się zakończył. Napięcie społeczne zostało rozładowane. Ludzie się uspokoili. Za kilka miesięcy (połowa października) w Bełchatowie pojawił się Komisarz w randze pułkownika WP (Wojsko Polskie), który przejął władzę w mieście. Ludzie, zgodnie z głoszoną wtedy propagandą medialną myśleli, że on jest tu po to, aby im poprawić warunki życia. Pan pułkownik słuchał, przyglądał się, przyjmował interesantów,czasem nawet interweniował i rozpoznawał sytuację. Władza komunistyczna przygotowywała stan wojenny, aby rozprawić się z „Solidarnością”. 1 grudnia 1981 roku w nocy komunistyczny zamach na Polskę został dokonany, Skończyła się polska „Solidarność” 1980 roku. Zaczęły się natomiast układy środowisk Lewicowo-liberalnych (których przedstawiciele nazywali siebie pragmatykami), z komunistami. Pragmatycy zgodzili się na delegalizację „Solidarności” 1980 roku i zaczęli mówić o utworzeniu nowej „Solidarności”.

Owocem rozmów „pragmatyków” z komunistami, był „okrągły stół”. Przepowiednia George'a Orwella podana w jego książce pot tytułem „Folwark Zwierzęcy” się zmaterializowała. Orwell pisze tam między innymi, że do stołu zasiadły w pewny momencie świnie z ludźmi. Po wypiciu znacznej ilości alkoholu tak się do siebie upodobnili, że nie sposób już było odróżnić świni, od twarzy człowieka. - Zaiste, miał rację.

Na emigrację z Bełchatowa musieli wyjechać między innymi: Stanisław Knaś (z całą rodziną) do Stanów Zjednoczonych, gdzie zmarł. Do Kanady udali się działacze NSZZ „Solidarność” RI („Solidarność” Rolników Indywidualnych), Sławomir Sadurski i Jacek Zakrzewski. To ci najbardziej znani. Ale byli także inni, jak na przykład Krzysztof Gajderowicz.

Tak mniej więcej w ogromnym skrócie, wyglądały narodziny, działalność i atmosfera pierwszej „Solidarności” 1980 roku w Bełchatowie.

Jeżeli Polacy szybko nie podejmą na powrót programu „Solidarności”, uchwalonego przez Pierwszy Krajowy Zjazd - to stracą Ojczyznę.

Ryszard Wyczachowski

26 marca 2009

0
Nikt jeszcze nie ocenił tej publikacji. Bądź pierwszy
Twoja ocena: Brak

Masz rację

portret użytkownika Zdzisław Para

Zdzisław
Masz rację Rysiu.To co się stało z Solidarnością po roku 1990 rozpoczęło się już w 1981 roku.

Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.