Skip to main content

Ksiądz Małkowski- życiorys Patrioty i wskazówki dla nas...

portret użytkownika Anna L
kaplani

W tym wyjątkowym dniu warto poświęcić trochę czasu dla pielęgnacji naszej wiary, odkurzenie sumienia i wzbudzenie w sobie miłości do Pana Boga i Ojczyzny. Wyłączmy telewizor a posłuchajmy mądrzejszych od siebie ja polecam kazanie księdza Małkowskiego ..
http://radiochrystusakrola.pl/archiwum/+2015-05-02_ks_Stanislaw_Malkowsk...
- Konferencja z tego roku (miała miejsce przed wyborami prezydenckimi),

a poniżej wklejam artykuł Wojciecha Sumlińskiego o niezłomnym Księdzu Małkowskim i Jego problemach w środowisku księży ..do przemyślenia .
http://wpolityce.pl/kosciol/199743-sumlinski-zniszczyc-ksiedza-malkowski...

„K… pier…, jeśli wygłosisz ten pier… wykład, to gorzko tego pożałujesz” - takimi słowami miał zwrócić się do księdza Stanisława Małkowskiego jego przełożony, ksiądz proboszcz z parafii pod wezwaniem Świętego Ignacego Loyoli na Wólce Węglowej w Warszawie. Za co wyzwiska? - Bo ksiądz Stanisław Małkowski znalazł się w gronie prelegentów Kongresu „Dla społecznego panowania Chrystusa Króla”.

O co chodzi? Przed kilku dniami zadzwonił do mnie profesor Mirosław Dakowski. - Panie Wojtku, niech pan coś zrobi, bo zamęczą Stasia. On sam nie ma już siły się bronić – rzucił krótko, by po chwili dodać: - Został wyzwany od najgorszych i to nie pierwszy raz. Tym razem tylko za to, że znalazł się na liście prelegentów Kongresu „Dla społecznego panowania Chrystusa Króla”, który odbył się 24 i 31 maja br. w Warszawie i Częstochowie. Jest coraz gorzej…

Zapytałem księdza Stanisława Małkowskiego, czy to prawda. - I cóż ja mogę odpowiedzieć? Prawda, niestety – odparł smutno.

Z dalszej relacji księdza wynikało, że nie uległ groźbom i wykład wygłosił. I od tamtej pory ksiądz proboszcz nasilił ograniczanie odnośnie liczby odprawianych pogrzebów - ograniczając tym samym do minimum sprawowanie służby (i przy okazji także możliwość pozyskiwania środków do życia).

Przez kilka dni zastanawiałem się, czy można, czy wolno mi, taką informację upublicznić – Ksiądz Stanisław zostawił mi w w tej kwestii wolną rękę. Rozważałem różne aspekty sytuacji, radziłem się osób, którym ufam i doszedłem do wniosku, że milczeć w tej sprawie jednak nie można, z wielu względów - nie tylko dlatego, że w ten sposób nikt nie ma prawa zwracać się do starszego człowieka, tym bardziej do kapłana – i to jeszcze takiego Kapłana…

Refleksje dotyczące osoby księdza Stanisława Małkowskiego, z którym mam zaszczyt się przyjaźnić, zawarłem w książce „Z mocy nadziei”. Tak naprawdę tyle jest do opowiedzenia o tym kapłanie, że nie wiadomo, od czego zacząć. Z jednej rzeczy wypływa sto innych. Problem polega na tym, żeby się zdecydować, o której opowiedzieć najpierw.

Wydarzenie, które charakteryzuje go najlepiej, miało miejsce latem 2010 roku. Na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie podjęto właśnie walkę z krzyżem, bo nowo wybranemu prezydentowi, Bronisławowi Komorowskiemu, przeszkadzał ten symbol Zmartwychwstania, przyniesiony przez harcerzy pod pałac prezydencki po tragicznej śmierci w Smoleńsku prezydenckiej pary, Lecha i Marii Kaczyńskich oraz towarzyszących im blisko stu osób. Krzyża broniło kilkaset modlących się przy nim osób, z księdzem Stanisławem Małkowskim na czele. I właśnie wówczas w samym sercu stolicy miały miejsce wydarzenia, w które pewnie nigdy bym nie uwierzył, gdybym ich nie widział na własne oczy.

Podczas jednej z rozmów ksiądz Stanisław zasugerował mi, że będzie dobrze, jeśli do modlitwy pod krzyżem włączy się więcej osób, więc przyjechałem do Warszawy i dzięki temu mogłem obserwować dramatyczne wydarzenia znajdując się w oku cyklonu. Wraz z innymi modlącymi się osobami spędziłem pod krzyżem tylko jeden dzień, ale to wystarczyło, by zobaczyć dość: hordy satanistów z wytatuowanymi trzema „szóstkami” na palcach i wielkimi przenośnymi magnetofonami, które dudnieniem zagłuszały modlitwy, dziesiątki łysogłowych, pijanych mężczyzn, szarpiących starszych ludzi oraz podobna liczba policjantów, którzy bezczynnie stali tuż obok udając, że nie widzą oprawców oraz ich poniewieranych ofiar. Całość przedstawiała obraz więcej, niż abstrakcyjny.

Mimo takiej sytuacji, potencjalnie bardzo groźnej, kilkaset osób trwało pod krzyżem do czasu, aż pod osłoną nocy zabrano krzyż spod pałacu. Zanim to nastąpiło, ksiądz Stanisław Małkowski został wezwany przez przełożonych do odstąpienia od obrony krzyża, pod groźbą suspensy, czyli zawieszenia czasowo wyrzucającego poza nawias Kościoła. Jednocześnie powiedziano mu ironicznie, że - jak to określił w rozmowie z księdzem jeden z przełożonych - „nie załapałeś się na prawdziwe męczeństwo, to teraz twoje męczeństwo będzie polegać co najwyżej na oblaniu ciepłym moczem”.

Ostatecznie Stanisława Małkowskiego, którego postawa stanowiła wzór dla wszystkich kapłanów, „nagrodzono” odebraniem duszpasterstwa w Hospicjum dla umierających Sacra Miser na Krakowskim Przedmieściu - służby, którą kochał i którą pełnił od lat. Taka „nagroda” za obronę krzyża spotkała bohaterskiego kapłana, który w stanie wojennym cudem uniknął śmierci z rąk Służby Bezpieczeństwa, ale nie uniknął rozlicznych przykrości, a nawet prześladowań w wolnej, podobno, Polsce, w której do dziś, gdyby nie mieszkanie matki na Saskiej Kępie, nie miałby gdzie się podziać.

Pamiętam, jakie wrażenie wywarł na mnie ten niezłomny i skromny ksiądz, gdy przed laty spotkałem go po raz pierwszy. „Prawdziwy kapłan i uczciwy człowiek” – taka była moja pierwsza myśl i taka była pierwsza myśl prawie każdego, kto spotkał na swojej drodze Stanisława Małkowskiego. O takiej ocenie decydowała cała sylwetka, ale przede wszystkim twarz, bo na twarzy człowieka zapisane jest wszystko wstecz, od samego początku. Była to twarz człowieka o takiej uczciwości, że nie było w nim miejsca na nic innego. Po prostu niczego nie pragnął, a trzeba czegoś pożądać, żeby być nieuczciwym. Szczera twarz, otwarta twarz, patrzenie prosto w oczy – to w pierwszej kolejności zwracało uwagę u księdza.

Przez szereg następnych lat przy każdym spotkaniu jedynie utwierdzałem się w przekonaniu, że mam szczęście przyjaźnić się z człowiekiem niezwykłym. Tak było, gdy odwiedzałem go w Hospicium Res Sacra Miser na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie i widziałem, z jakim zaangażowaniem pomaga umierającym pacjentom w przygotowaniu się do przejścia na Drugą Stronę. Tak było, gdy każdą wolną chwilę poświęcał na wspieranie kilkuset nieszczęśników, którzy trafili do miejsc odosobnienia. Tak było, gdy z pokorą znosił nieformalny zapis na jego nazwisko, utrudniający, a częstokroć wręcz uniemożliwiający mu głoszenie homilii w kościołach na terenie całego kraju. Tak było, gdy na spotkaniu bohaterów programu „Pod prąd” w warszawskich Hybrydach zapytany, co zmieniło się u niego od lat osiemdziesiątych, odpowiedział bez cienia skargi: „nic się nie zmieniło, wtedy byłem w podziemiu i dziś jestem w podziemiu”. Tak było, gdy bliscy generała Zenona Płatka ze zbrodniczego Departamentu IV SB, nieświadomi niezwykłości sytuacji, poprosili księdza Małkowskiego o zgodę na poprowadzenie katolickiego pogrzebu dla generała, który w latach osiemdziesiątych właśnie na księdza Małkowskiego wydał wyrok śmierci – i uzyskali akceptację niedoszłej ofiary. Tak było wreszcie, gdy każdorazowo w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego pokonanie dwustu metrów, od cmentarnej bramy wejściowej do Pomnika Gloria Victis na warszawskich Powązkach, zajmowało nam godzinę, bo setki osób chciało podziękować księdzu za to, że jest, jaki jest…

O tym, jak to możliwe, że taki kapłan traktowany jest w taki sposób w wolnej – podobno – Polsce, szerzej w książce – już jesienią. A niniejszym publicznie apeluję do przełożonych księdza Stanisława Małkowskiego o godne traktowanie tego niezwykłego kapłana. Od dłuższego czasu ten przyjaciel Błogosławionego Księdza Jerzego nie jest traktowany tak, jak na to zasługuje.

Czy jednak to, że tak jest oznacza, że tak być musi?

Ania

4 czerwca 2015

Powiązane

5
Ocena: 5 (4 głosów)
Twoja ocena: Brak

Ksiądz Małkowski

portret użytkownika Sergiusz S

Z całym szacunkiem Aniu do Ciebie i tego co napisałaś .
Dla uzupełnienia wiedzy trzeba napisać a może przy sposobności zapytać opisywaną postać na temat uczestnictwa księdza Małkowskiego w pogrzebie Jana Józefa Lipskiego agnostyka ,członka Loży Kopernik. W pogrzebie uczestniczyli jeszcze trzej księża : Adam Boniecki ,Ksiądz Roman Indrzejczyk z parafii Dzieciątka Jezus na Żoliborzu oraz Ksiądz Jacek Salij. Proboszcz parafii na warszawskich Powązkach we wrześniu 1991 r. odmówił Lipskim katolickiego pogrzebu Jana Józefa. Niech agnostyk będzie grzebany bez księdza. Przyjaciele poszli do prymasa Józefa Glempa. Wyraził zgodę na mszę i pogrzeb, lecz zastrzegł, by zwłok nie wnosić do kościoła.
Aby nie być gołosłownym podaję jedno ze źródeł :

http://niniwa22.cba.pl/jan_jozef_ambasador_marzen.htm

Owszem

portret użytkownika witold k
cytuję Sergiusz S

Z całym szacunkiem Aniu do Ciebie i tego co napisałaś .
Dla uzupełnienia wiedzy trzeba napisać a może przy sposobności zapytać opisywaną postać na temat uczestnictwa księdza Małkowskiego w pogrzebie Jana Józefa Lipskiego agnostyka ,członka Loży Kopernik. W pogrzebie uczestniczyli jeszcze trzej księża : Adam Boniecki ,Ksiądz Roman Indrzejczyk z parafii Dzieciątka Jezus na Żoliborzu oraz Ksiądz Jacek Salij. Proboszcz parafii na warszawskich Powązkach we wrześniu 1991 r. odmówił Lipskim katolickiego pogrzebu Jana Józefa.

Zupełnie ale to zupełnie nie jesteśmy przygotowani do głównej rozgrywki... Jedno wam powiem; wielu jeszcze żyje, bo do tajnych związków należy bądź należało... owszem z tych którzy po naszej stronie.

Myślę,ze odpowiedź na ten zarzut jest w "Prawicowych dzieciach"

portret użytkownika Piotr Korzeniowski

Autor „Prawicowych dzieci” idzie w swych rozważaniach znacznie dalej – otóż stara się wykazać powiązania środowisk, które rządzą dziś Polską, bądź stanowią koncesjonowaną opozycję, z masonerią. „Największy wysyp lóż zaczął się po okrągłym stole” - pisze. Dodaje, że tej kwestii nie należy lekceważyć. Kilku założycieli KOR, Jan Józef Lipski, Ludwik Cohn czy Edward Lipiński było masonami. A trzeba pamiętać, że KOR – organizację lewicy laickiej - zakładał Antoni Macierewicz, który dziś uchodzi za polityka prawicy. „Wolnomularskie korzenie ww., Bronisława Wildsteina, Jana Olszewskiego i innych nie miałyby dla mnie absolutnie żadnego znaczenia, gdyby loże działały w Polsce na rzecz narodowo-katolickiej Polski, jaką była od wieków i dzięki tej tradycji przetrwała” - pisze Misiak. To nie kto inny, jak Lech Kaczyński gościł w Pałacu Namiestnikowskim przedstawicieli żydowskiej loży B'nai B'rith Polin, reaktywowanej w Polsce po jej delegalizacji u schyłku II RP. „Nie znam żadnego aktu prawnego, który znosiłby dekret prezydenta Mościckiego, a jeśli się nie mylę, prezydent Kaczyński, profesor prawa, złamał prawo zezwalając na reaktywowanie ww. organizacji” - zauważa autor „Prawicowych dzieci”.
http://www.oficyna-aurora.pl/index.php?a=ebooki&c=61

Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.