Skip to main content

Oświeceni wizjonerzy znów w akcji

Wiek XX i pierwsza dekada XXI przyniosły wiele empirycznych dowodów na upadek socjalistycznych idei. Nie przekonują one jednak przeróżnych inżynierów społecznych, którzy nie mają zamiaru się tym zrażać. Bo koncepcje co prawda upadają, jednak bałagan, jaki po sobie pozostawiają, jest trudny do posprzątania. Być może chodzi właśnie o to, by narobić zamieszania, z którego trudno się potem wygrzebać.

Darmowy pieniądz podstawowym prawem człowieka?

Ostatnio publicznie coraz częściej przywołuje się nową ideę, która ma szansę na pozyskanie wielu zwolenników. Chodzi o tzw. bezwarunkowy dochód podstawowy (BDP), który – zdaniem jego pomysłodawców – miałby zostać wprowadzony w obrębie całej Unii Europejskiej.

Koncepcja stworzenia BDP bierze się z poglądu, iż w UE rozszerza się strefa ubóstwa, że coraz więcej ludzi czy grup społecznych zahacza o granicę nędzy materialnej, przez co grozi im tzw. wykluczenie. Walka z wykluczeniem to od jakiegoś czasu temat bardzo modny w UE i silnie nagłaśniany. Na szczeblach lokalnych powstaje szereg programów mających przeciwdziałać wykluczeniu, począwszy od osób niepełnosprawnych, a skończywszy na tych, którzy uważani są za wykluczonych dlatego, że np. nie mają dostępu do internetu, czyli są – jak to się określa – wykluczeni cyfrowo.

Programom tym towarzyszą kampanie społeczne mocno nagłaśniane przez media. Pomysłodawcy stworzenia BDP postulują, by był on wypłacany wszystkim, niezależnie od ich aktualnej sytuacji materialnej i od tego, czy akurat pracują, czy też nie, a jego wysokość miałaby zapewnić minimum egzystencji. Mówi się tu o 1000 euro. Jak widać, BDP miałby stanowić coś w rodzaju bonusu od państwa wypłacanego – jak śpiewał swego czasu pewien bard – za sam fakt istnienia.

Zwolennicy rozwiązania dużo mówią tu o „przyrodzonej godności człowieka” i postulują „wolność od tyranii szefów, mężów i biurokratów”. BDP uważają wręcz za jedno z podstawowych praw człowieka.

Jednym z zagorzałych propagatorów wprowadzenia BDP jest niemiecki przedsiębiorca, założyciel sieci drogerii DM Werner Goetz. W jednym z wywiadów stwierdził on, że dzięki dochodowi podstawowemu na poziomie 1000 euro miesięcznie (około 4200 zł po obecnym kursie) człowiek stanie się niezależny od innych, będzie mógł robić to, na co ma ochotę, nie będzie przywiązany do rodziny, do pracodawcy, będzie mógł realizować swoje marzenia i – ogólnie – stanie się szczęśliwszy.

Uważa on, że u człowieka, który nie musi martwić się o to, jak zdobyć dochód, „powstanie zdolność do osiągnięć”. „Jeśli nie muszę się martwić o swoją egzystencję, mogę odważyć się na nowe pomysły” – stwierdza Goetz. Warto dodać, że ten niemiecki przedsiębiorca jest współautorem książki (jej tytuł nawiązuje do słynnego hasła rewolucji francuskiej) pt. „1000 euro dla każdego. Wolność, Równość, Dochód Podstawowy”.

Nie ustają w budowie nowego człowieka

Czytając wynurzenia niemieckiego przedsiębiorcy, można odnieść wrażenie, że w całym tym szumie na temat BDP chodzi tak naprawdę o kolejną odsłonę trwającego mniej więcej od czasu oświecenia przedstawienia pt. „Konstruowanie nowego człowieka”. Nowy człowiek rewolucji miał nienawidzić wszystkiego, co wiązało się ze starym porządkiem – monarchii, Kościoła, tradycyjnej rodziny. Hasło „Wolność, równość, braterstwo” było wspaniałe dla tych, którzy je akceptowali, dla pozostałych oznaczało śmierć, o czym najlepiej przekonali się broniący wiary i króla chłopi z Wandei.

Nowy człowiek bolszewików pałać miał nienawiścią do klas wyższych, miał być uwolnionym z łańcuchów wyzysku proletariuszem, budującym świat, w którym wszyscy mają po równo, choć oczywiście wybrańcy trochę więcej… Nowy człowiek czasów rewolucji seksualnej drugiej połowy XX wieku miał być wyzwolony z obyczajowych więzów, które krępowały jego seksualność. Swoboda obyczajowa miała być tą „prawdziwą wolnością” dającą ludziom spełnienie.

Współcześni motorniczy Unii Europejskiej dzielnie kontynuują dzieło swoich poprzedników i też próbują tworzyć nowego człowieka. Kobieta ma być wyemancypowana, samorealizująca się, wolna od rodzinnych obowiązków, gotowa na przygodny seks i aborcję na żądanie. Mężczyzna ma być potulnym barankiem, pacyfistą brzydzącym się bronią palną, wiernym konsumentem głupkowatych programów telewizyjnych, ma dobrze myśleć o systemie i kochać dobrodziejkę Unię Europejską. Dzieci zaś już od przedszkola mają dać się edukować seksualnie i żyć ze świadomością, że nie będzie niczego gorszącego w tym, jeśli któregoś dnia zostaną przygarnięte przez dwóch tatusiów lub dwie mamusie.

Co to ma wspólnego z BDP? Pomysł, by każdemu obywatelowi Unii płacić świadczenie w granicach 1000 euro, nie może nie pozostać bez wpływu na ludzkie zachowania, na stosunki społeczne, na rynek pracy. Trudno oczywiście przewidzieć wszystkie zmiany, jakie może to spowodować, jednak niektóre z nich wydają się oczywiste.

O ile idea „wolności” i „szczęścia” w wydaniu niemieckiego przedsiębiorcy Wernera Goetza wydaje się mocno utopijna, o tyle konsekwencje ewentualnego wdrożenia w życie głoszonych przez niego haseł mogą okazać się całkiem realne, przynajmniej w przypadku pewnej grupy ludzi. Już dziś klientelę pomocy społecznej stanowią w niemałym stopniu osoby, dla których wzbranianie się przed jakąkolwiek pracą i korzystanie z zasiłków stało się sposobem na życie. O ile jednak pomoc społeczna stara się, mimo wszystko, stawiać tym ludziom jakieś wymagania, o tyle BDP ma być wypłacany bezwarunkowo, co zresztą zawarte jest już w nazwie tego świadczenia. Werner Goetz we wspomnianym wywiadzie poddaje ostrej krytyce jeden z programów niemieckiego socjalu, twierdząc, że narzucając jego beneficjentom pewne wymagania, jak np. konieczność odpracowania świadczeń, łamie się niemiecką konstytucję, pozbawia się ludzi ich praw, odbiera im się wolność. Dopiero BDP sprawi, że człowiek stanie się naprawdę wolny, gdyż otrzyma 1000 euro miesięcznie bez konieczności świadczenia czegokolwiek w zamian.

Oni wiedzą lepiej

Trudno doprawdy pojąć, jaki jest rzeczywisty cel ludzi pokroju Wernera Goetza, ale pomysł, którym próbuje on zarazić unijny establishment, ma w sobie spory pierwiastek destrukcji. W UE życie staje się coraz droższe z powodu nadmiaru obciążeń fiskalnych. Istotnie, problem biedy narasta, jednak nie jest on efektem działania złych kapitalistów, lecz wszechogarniającego państwa i pęczniejącej biurokracji, która wymaga coraz to większych ofiar. Wprowadzenie BDP tylko ten koszmar spotęguje, gdyż oznaczać to będzie nałożenie na podatników dalszych obciążeń w celu sfinansowania kolejnego socjalistycznego dobrodziejstwa.

Amerykański ekonomista Thomas Sowell w swojej książce „Oni wiedzą lepiej. Samozadowolenie jako podstawa polityki społecznej” poddaje analizie różne wizje „reformatorów” społecznych, które na przestrzeni kilkudziesięciu ostatnich lat wcielane były w życie na gruncie amerykańskim. Sowell pisze: „Zagrożenia dla społeczeństwa mogą być śmiertelne, nawet jeśli nie są bezpośrednie. Jednym z takich zagrożeń jest dominująca wizja społeczna naszych czasów oraz dogmatyzm, z jakim głoszone są stojące za nią idee, założenia i postawy. Nie chodzi o to, że wizje te są szczególnie złowrogie, ani o to, że są szczególnie błędne. Ludzie robili błędy i popełniali grzechy od zarania dziejów. Wielkie katastrofy historii z reguły wymagały czegoś więcej. Na ogół miał w nich udział dodatkowy i kluczowy czynnik: coś, co blokowało zwrotny kontakt z rzeczywistością, dzięki czemu niebezpieczną ścieżką działania można było ślepo podążać aż do fatalnego końca”. Sowell pyta w związku z tym: „Dlaczego ludzie nie dbają o rzeczywistość, ale o wizję. Co takiego daje wizja, czego nie daje rzeczywistość?”.

Fałszywym dobrodziejom już dziękujemy

Wizja bezwarunkowego dochodu podstawowego wydaje się na pozór czymś jak najbardziej słusznym. No bo któż nie chciałby mieć w kieszeni dodatkowego tysiąca euro dosłownie za nic? Jest tu jednak pułapka, której gołym okiem nie widać. Ten prezent od – jak pisze Sowell o różnych dobrodziejach na cudzy koszt – „oświeconych wizjonerów” raz, że musi kosztować, to – dwa – bez wątpienia wytworzy, już nie tylko u stałych beneficjentów socjalu, ale także u sporej rzeszy pozostałych ludzi, postawę roszczeniową typu „mnie się należy”. To działa demoralizująco, niszczy nie tylko jednostkę, ale również więzi społeczne. W końcu Goetz mówi wprost: człowiek stanie się niezależny od innych, będzie mógł robić to, na co ma ochotę, nie będzie przywiązany do rodziny, do pracodawcy… W zasadzie do nikogo. Kim więc będzie?

Na koniec raz jeszcze zacytujmy Sowella: „Zagrożenia, jakie niesie ze sobą wizja oświeconych, nie ujawniają się od razu w całej pełni. Nawet sami oświeceni wciąż pozostają pod choćby resztkowym wpływem tradycyjnych zahamowań natury filozoficznej, religijnej i moralnej. O ile jednak ich wizja utrzyma swą dominację, kolejne pokolenia oświeconych będą pod coraz mniejszym wpływem tych systematycznie niszczonych tradycyjnych ograniczeń i czysta logika wizji będzie mogła pełniej ujawnić się w działaniu.

Z drugiej strony, wśród tych, którzy nie są przekonani co do zalet tejże wizji, duch oporu może słabnąć, a poczucie oburzenia jej konsekwencjami może zostać stępione rosnącą liczbą precedensowych posunięć politycznych i działań, które niegdyś uznane zostałyby za absolutnie nie do zniesienia”. Tak to, niestety, działa. Dlatego czym prędzej podziękujmy dobrodziejom pokroju Wernera Goetza za ich dobrodziejstwa. Jeśli pan Goetz i jemu podobni mają ochotę rozdawać po 1000 euro miesięcznie, niech robią to z własnych pieniędzy i na własny rachunek, a nie usiłując pod szczytnymi hasłami „prawdziwej wolności” angażować aparat państwa do realizacji ich „oświeconych” wizji.

Paweł Sztąberek: www.prokapitalizm.pl

28 listopada 2014

Artykuł ukazał się w Naszym Dzienniku, nr 253/2014.

5
Ocena: 5 (3 głosów)
Twoja ocena: Brak