Skip to main content

Rozmowa z Wojciechem Wierzejskim o endecji, Ruchu Narodowym i Robercie Winnickim

portret użytkownika Zbigniew W

Stanisław Hyrnik: Jest Pan wieloletnim członkiem oraz jednym z liderów Ligi Polskich Rodzin. Jak Pan podsumuje jej dorobek?

Wojciech Wierzejski: Byłem jednym z liderów, dziś moja aktywność jest jedynie symboliczna. Dziedzictwo LPR jest wielopłaszczyznowe i dotyczy wielu dziedzin. Jako formacja odwołująca się do tradycji endeckich LPR na trwałe wprowadziła do dyskursu politycznego takie pojęcia jak interes narodowy, postulat wzmacniania suwerenności w relacjach międzynarodowych, obrona suwerenności monetarnej, wzmacnianie rodzimego kapitału itd. Jako pierwsi w sposób nowoczesny i odpowiedzialny podnieśliśmy kwestię kryzysu demograficznego i wskazaliśmy na środki zaradcze – politykę prorodzinną: dłuższe urlopy macierzyńskie, świadczenia rodzinne, ulga podatkowa na dzieci – to nasze trwałe osiągnięcia, często wywalczone wbrew PiS. W edukacji narodowej spore osiągnięcia miał Roman Giertych, powstrzymując falę przemocy w szkole i przywracając wymiar patriotyczny wychowaniu. Dopóki byliśmy w sejmie ratyfikacja eurokonstytucji nie była możliwa. Ale co najważniejsze, choć nieuchwytne – myślenie narodowe mimo dzisiejszej naszej nieobecności w parlamencie rozlało się po całej scenie politycznej. Dziesięć lat temu nie było w ogóle dyskursu endeckiego. Dziś nawet tacy liberałowie jak Ziemkiewicz mówią o sobie, że są endekami, a Kaczyński i Komorowski składają pod pomnikiem Dmowskiego wieńce.

SH: Jak to było z tą endeckością Ligi? Jej były lider Roman Giertych twierdzi obecnie, że od zawsze miał poglądy konserwatywno-liberalne. Co więcej chciał przekształcić LPR w partię o takim profilu.

WW: Endecja to po pierwsze szkoła myślenia, o Narodzie, Kościele, Tradycji, Państwie, cnotach publicznych, etyce społecznej itd. Po drugie to historyczny obóz polityczny, którego liderem był Dmowski, a który to obóz miał oprócz wielu uniwersalnych idei politycznych i etycznych także bardzo konkretne, wyznaczone kontekstem historycznym poglądy np. na mniejszość Rusinów na Kresach, czy na współpracę militarną z Czechosłowacją. Otóż my wszyscy należymy do tej samej szkoły myślenia politycznego – o Narodzie, Państwie, Kościele, obowiązkach moralnych jednostki względem narodu itd. Poza tym z szacunkiem i podziwem odnosimy się do tradycji obozu politycznego endecji widząc wielkie historyczne jego zasługi. Podzielamy większość uniwersalnych idei, ale oczywiście krytycznie postrzegamy niektóre konkretne wskazania programowe, dziś albo nieaktualne, albo nierealne (np. postulat wydzielenia części Wilna i oddania go Litwinom). Ta szkoła polityczna dopuszcza wiele węższych (konkretnych) poglądów ideowych, np. wolnorynkowe albo socjalne podejście do roli państwa w gospodarce, konserwatywne albo bardziej nowoczesne podejście do wartości tradycyjnych itp. W tym znaczeniu endek może być wolnorynkowcem, konserwatystą, chadekiem, czy mieć opcję bardziej społeczną. Roman Giertych jest wolnorynkowcem w gospodarce, a konserwatystą w aksjologii. Ja dla odmiany jestem bardziej społeczny (socjalny) np. w zakresie polityki prorodzinnej i może bardziej otwarty w aksjologii (np. co do tzw. tradycyjnej roli społecznej kobiet). Obaj jesteśmy endekami.

SH: Obecnie duża część „młodych” endeków dystansuje się od dziedzictwa Ligi, traktują ją jako partię daleką od ideałów narodowych.

WW: Rozumiem, że dziś w parlamencie mają bardziej narodowe partie? Polityka to działalność realna i relatywna, tzn. robi się to, co w danym momencie jest możliwe i w takim zakresie, na jaki partnerzy i wypracowane kompromisy pozwalają. A partnerzy i kompromisy to stały element polityki. LPR jak na jej siłę (ok. 8 % poparcia) uczyniła dla Polski więcej niż cały potężny PiS: cała polityka prorodzinna, dyscyplina w edukacji, zablokowanie ratyfikacji eurokonstytucji, zablokowanie wprowadzenia waluty euro, powstrzymanie presji lobby homoseksualnego na szkoły i legislację, zmiana kanonu lektur (niestety tylko dopóki byliśmy w rządzie) itd. PiS w zasadzie ma sukcesy tylko na polu polityki historycznej, a i to dotyczy „historii” selektywnie potraktowanej. Czy można było zrobić więcej? Pewnie tak. My działaliśmy – pamiętajmy – pod stałym zagrożeniem unicestwienia nas przez główną partię rządzącą, co jej się ostatecznie udało. Wiele inicjatyw, dziś ocenianych jednoznacznie negatywnie (Kaczmarek, Lepper) było ekstremalnymi próbami ratowania życia przez partię.

SH: Po przegranych wyborach w 2007 roku LPR miała szansę jeszcze szansę na powrót do Parlamentu?

WW: Jak u Barei, skoro nie powróciła do parlamentu, to znaczy, że szansy nie miała… Teraz jest inna epoka. Potrzeba nowych form współpracy i konsolidacji sił narodowych, nowych środków komunikacji ze społeczeństwem. Bogatsi o doświadczenia wiemy, że jedna, nawet w miarę silna partia na starcie (PJN, Solidarna Polska itp.) nic nie osiągnie i szybko się kurczy. Konieczna jest realna współpraca wielu liderów, pogodzenie zwaśnionych środowisk, nauczenie się kompromisu. Co więcej – powiem coś może zaskakującego – nie wystarczy budowanie porozumienia w oparciu o polityków spoza PiS i PO, trzeba wgryźć się w te dwa bloki. Trzeba zarzucić sieć szeroko. Nie szukać na siłę wrogów, tylko przyjaciół. I czekać na sprzyjające wiatry. One nadejdą. Tymczasem budować własny autorytet zawodowy, społeczny, moralny (jak Giertych), wypracowywać niezależną pozycję medialną (jak Michał Kamiński), wykuwać nową myśl (jak Bonisławski i Pawłowiec), pracować nad konkretnymi rozwiązaniami dla państwa (jak Bosak), tworzyć nowoczesny think tank (jak ostatnio Farfał z Haydukiewiczem, Kawą i Radkiem Pardą), integrować młodych patriotów (jak Tumanowicz i Zawisza).

Wiele metod, różne punkty widzenia, ale wspólna szkoła myślenia o celach Państwa i Narodu.

SH: Jeśli LPR, której nadal jest Pan członkiem, nie ma już szans zaistnieć w polityce, to jaki jest cel jej oficjalnej działalności? Obecnie nie jest w stanie wystawić nawet samodzielnie list wyborczych, o czym przekonaliśmy się w zeszłym roku.

WW: Jestem członkiem LPR z wielu powodów. Jestem lojalny wobec mego środowiska ideowego. Dopóki nie powstanie nowa inicjatywa, w którą LPR się w całości wpisze jako jeden z członów, nie ma dziś żadnej alternatywy. A ja wyznaję zasadę, że każdy odpowiedzialny patriota powinien być zorganizowany w jakąś formację ideowo-polityczną. LPR dziś to miejsce spotkań, pracy organizacyjnej, dyskusji o Polsce. Podziwiam zaangażowanie prezesa LPR Witolda Bałażaka, czy prof. Macieja Giertycha. Wspieram ich na ile potrafię. Pamiętajmy, że nic nowego nie powstanie z niczego. Jeśli powstanie to częściowo w oparciu o struktury i doświadczenie LPR.

SH: Widzi Pan szansę na zaistnienie nowego, narodowo – katolickiego ugrupowania? Czy ewentualna partia polityczna, która wyłoni się z powołanego niedawno Ruchu Narodowego ma szansę? Wydaje się to niemal nie możliwe, bo elektorat Ligi przejął PiS, a liderzy RN prawie całkowicie przejęli retorykę Gazety Polskiej. Ponadto nie ma problemu, na którym mogłaby się wybić, zaplecza finansowego i medialnego. Z drugiej strony nowa partia może liczyć na kilka tysięcy młodych i oddanych członków i sympatyków.

WW: Żadnej inicjatywy tego typu nie powinno się z góry skazywać na porażkę. Młodzi mają swój potencjał, mają mocny kościec ideowy i jasną wizję świata. Podziwiam organizatorów Marszu Niepodległości za sprawność i wielkie poświęcenie. Ale to oczywiście za mało, by mówić o nowej formacji politycznej. Młodzi mogą co najwyżej wspierać coś, co ma postać dojrzałą, poważną, wypracowaną w doświadczeniu. Zauważmy, że zaistnienie LPR poprzedzone było dwunastoma latami pracy Stronnictwa Narodowego, kilkoma porażkami wyborczymi, doświadczeniem Solidarności z Ursusa, a także kilku mniejszych partii prawicowych, ale posiadających swoich parlamentarzystów. Entuzjazm to stanowczo za mało. Ale jest większy problem. Polityka, jak wspominałem to w pierwszej kolejności współpraca, porozumienie, kompromis, dialog. A u liderów nowego ruchu nie widzę postawy współpracy (chyba tylko z ONR), wręcz przeciwnie – agresję, parcie do antagonizmu, atakowanie starszych kolegów z byle powodu. To ich dyskwalifikuje na starcie. Kogo chcą pozyskać?

SH: Jeśli już Pan wspomniał antagonizmach pomiędzy „młodymi”, a „starymi” endekami, to co pan czuje obserwując medialną pyskówkę pomiędzy obecnym prezesem Młodzieży Wszechpolskiej Robertem Winnickim, a jej wskrzesicielem Romanem Giertychem?

WW: Winnicki ewidentnie rozpoczął. I w wąskim kręgu przyznał się, że to mu na rękę – z wyrachowania atakuje Giertycha od jakiegoś czasu, żeby się wykreować na czystego ideowca. Roman owszem nazwał go głupcem, ale czy bez racji? Wygrażanie instytucjom państwowym i szumne zapowiedzi, że się wszystkich rozliczy w ustach dwudziesto paroletniego studenta III roku, bez rodziny, bez niezależności finansowej, bez autorytetu społecznego – jest głupotą. A do tego publiczne sianie farmazonów o judeosceptycyzmie i obaleniu republiki okrągłego stołu… Może to robić wrażenie na licealistach, co najwyżej. Nie to jest istotą myślenia i działania narodowego. Jest nią natomiast troska o pomyślność Narodu i zaangażowanie na rzecz wzmocnienia instytucji suwerennego Państwa. A przy okazji budowanie SZEROKIEGO ruchu narodowego, bez wykluczania kogokolwiek na starcie. Z samym Zawiszą, który chyba sam nie wierzy w tę inicjatywę na serio, niczego się nie zbuduje. Więc po co oszukiwać ludzi?

SH: Być może przyczyną tego jest przyjęcie przez współczesną MW retoryki i poglądów Gazety Polskiej. Jedna z najważniejszych zasad marketingu mówi: „wyróżnij się, albo zgiń”. Szary Polak utożsamia dziś Wszechpolaków – którzy nie mają pomysłu na wyróżnienie się – z PiSowcami.

WW: Dziś jest niemal heroizmem głosić poglądy ani nie pisowskie, ani nie platformerskie. Udaje się to bardzo nielicznym, np. Giertychowi, który ma odwagę atakować wprowadzenie euro, ostro krytykować politykę edukacyjną rządu, krytykować pomysły federacyjne UE, atakować nieudolność prokuratora generalnego, a jednocześnie zdobyć się na współpracę z kancelarią prezydenta na rzecz uczczenia Dmowskiego. Ale inni nie potrafią przekroczyć ram narzuconego nam podziału (w gruncie rzeczy fikcyjnego) na PO i PiS. Każdą krytykę PiS interpretują jako „zaprzedanie się salonowi”, a sami wchodzą w buty smoleńskiej sekty. Z drugiej strony nie uważam, żeby Wszechpolacy przyjmowali poglądy Gazety Polskiej. Na pewno nie wszyscy. W tym nadzieja.

SH: Jednak obecna działalność mecenasa Giertycha jest odbierana przez ogólnopojęte środowisko patriotyczne jako „zdrada”…
WW: Jakie środowisko? Nie ma takiego środowiska. Niektórzy, poszczególni młodzi narodowcy o zerowym doświadczeniu może i stękają, jak tylko widzą Romana w telewizji, ale przecież nie cała MW. Śmiem twierdzić, że po 11 listopada bardzo wielu uczciwych narodowców dopiero zrozumiało, o co tak naprawdę idzie gra. O równe miejsce dla opcji narodowej pośród innych konkurencyjnych nurtów, o rehabilitację historyczną, o wprowadzenie idei narodowej do głównego nurtu, tak właśnie – do głównego nurtu, a nie sprowadzanie jej do poziomu ulicznych awantur, skrajnych haseł i egzotycznych sojuszów z ekstremą. To wielka stawka, nie jest pewne, że się uda. Ale jeśli się to powiedzie, droga do budowy szerokiego, poważnego ruchu narodowego będzie ułatwiona. Ludzie myślący to widzą.
SH: Tą ekstremą jest ONR?

WW: Już z nazwy, z formy, z umundurowania, z symboliki. Niektórzy mi zarzucają, że się czepiam chłopaków z ONR, a oni mają liberalne poglądy na gospodarkę i wcale nie są radykalni. To po co ta nazwa? Nazwa i odwoływanie się do historycznych wzorców mają duże znaczenie. A ONR przed wojną to byli ci narodowcy, którzy zostali uwiedzeni przez idee i metody włoskiego faszyzmu. Dmowski to krytykował. Jestem teraz po lekturze „Zagadnienie rządu” Dmowskiego. Czytałem to już chyba kilkanaście razy w życiu. Doskonała rzecz. Tam to wszystko jest dobrze opisane.

SH: Sam pan powiedział, że „trzeba zarzucić sieć szeroko. Nie szukać na siłę wrogów, tylko przyjaciół”.
WW: Tak, szukać podobnie myślących. Ale polityka to poważna sprawa, nie dziecinada. Albo przystajemy na zasady demokratycznej gry, do których należy umiar w ferowaniu oskarżeń, nowoczesna forma przekazu, odrzucenie radykalizmu, albo sami skazujemy się na działalność na marginesie życia, na bycie skrajniakami wobec których społeczeństwo żywi nieufność (albo lęk), a wrogowie cieszą się, że przez własną głupotę sami się wyautowaliśmy z gry. Zresztą ONRowcy prędzej czy później dorosną. Tyle że pewnych fotografii, pewnych wypowiedzi nie da się już wymazać. Sami cierpimy z powodu jakichś głupot z przeszłości, gdy mieliśmy po 15 lat. Ale dojrzeliśmy. Głupotą byłoby powtarzać stare błędy.

SH: Załóżmy, że Roman Giertych tworzy nowy polityczną byt, a Ruch Narodowy przeobraża się w partię. W którą inicjatywę zaangażowałby się Wojciech Wierzejski?

WW: To się pewnie wydarzy. Ja oczywiście będę dążył do tego, żeby obie inicjatywy się spotkały i zintegrowały, co jest najbardziej prawdopodobne. Oczywiście w kłopotliwej sytuacji postawi to tych, którzy dziś psioczą jak nawiedzeni na Romana. No, ale trzeba będzie im wiele wybaczyć. To że mamy zdolność do integracji środowisk i udanej współpracy udowodniliśmy nieraz, i to w wielu kierunkach i z wieloma partnerami. Nie będzie żadnego ruchu narodowego bez Romana, choć wielu to boli. Ma najsilniejszą pozycję, najwięcej kompetencji, doświadczenia, a do roli lidera był wychowywany od dziecka.

SH: Roman Giertych skomentował zawieszenie jego procesu z Jarosławem Kaczyńskim słowami: „Dzięki werdyktowi sądu nikt nie zamknie mi ust w sytuacji, gdy będę mówił prawdę o czasach rządów PiS w latach 2005-2007 i o tym, co robił ówczesny pan premier Jarosław Kaczyński”. Co byli członkowie LPR i Samoobrony mają jeszcze na prezesa PiS? Czy by się tego dowiedzieć, musimy zaczekać do czasu powstania nowej partii, która wykorzysta te brudy w walce?

WW: My nie zbieraliśmy żadnych brudów. Wręcz przeciwnie. Od początku PiS rozwalał LPR, przekupywał działaczy stanowiskami (ilu spośród tych, co dziś psioczą na Romana to dawni sprzedawczykowie), szukał haków, urządzał w mediach nagonki, wykorzystywał prokuraturę do wszczynania fikcyjnych postępowań itd. My tylko to wszystko ujawniliśmy. A i tak oskarżano nas o obsesję antypisowską. Kto poznał lepiej Kaczyńskiego, ten wie, że to osoba kompletnie niezdolna do współpracy. Zmarnował wielką szansę dla Polski, jaką była koalicja. Ale dziś to przeszłość. Czas Kaczyńskiego powoli się kończy. A my zregenerowaliśmy siły…

Zbyszek

27 listopda 2012

3.8
Ocena: 3.8 (5 głosów)
Twoja ocena: Brak