Skip to main content

Państwo biurokratyczne naszym wrogiem

portret użytkownika paweł
Sejm_RP.jpg

Trudno czasem powstrzymać się od wrażenia, że to co dzieje się na współczesnej scenie politycznej przypomina bardziej rozgrywki międzymafijne aniżeli zabieganie ideowych ludzi o dobro wspólne. Działalność polityczna nie ma dziś na celu szukania najlepszych pomysłów, które służyłyby Polsce, lecz knucie, co by jeszcze dla własnego interesu można z tej Polski wyszarpać.

Niedawne wydarzenia na Dolnym Śląsku, a konkretnie wybory tamtejszego lidera partii rządzącej pokazały to najdobitniej. Te wybory to nie była walka, w której starły się pomysły na Polskę, lecz starli się ze sobą tzw. lokalni partyjni baronowie, a celem ich starcia były nie koncepcje na rozwój kraju, ale to, kto będzie miał większy wpływ na obsadzanie intratnych synekur i – ogólnie mówiąc – kto będzie „pociągał za sznurki”. Obiecywanie, w zamian za oddanie głosu na konkretnego kandydata, posad w spółce, w której udziały ma Skarb Państwa po raz kolejny pokazało patologię systemu, gdzie państwo miesza się do gospodarki. Trudno powstrzymać się od tezy – nienowej zresztą – że spółki z udziałem Skarbu Państwa utrzymywane są tak naprawdę tylko po to, by politycy mieli czym dzielić gdy zajdzie taka potrzeba, ot na przykład, gdy trzeba będzie ratować skórę i by jeszcze utrzymać się przy przysłowiowym korycie. Czy ma to coś wspólnego z zabieganiem o dobro wspólne?

Współczesna scena polityczna wyalienowała się z normalnego życia, to tak jakby był to odrębny świat, w którym obowiązują inne reguły, inne obyczaje, inne prawo. Ponieważ na utrzymanie tego „odrębnego świata” nadal zrzucają się podatnicy, politycy przypominają zwykłych gangsterów, którzy bezlitośnie łupią tych, którzy do ich świata nie przynależą. Cele polityków dawno już rozminęły się z celami przeciętnych ludzi, którzy każdego dnia dwoją się i troją żeby tylko zarobić na życie. Wielu z nich nadal wierzy, że dla Polski warto pracować i dla niej się poświęcać. Nie da się tego niestety powiedzieć o sporej części klasy politycznej. Dobro wspólne zastąpione zostało „troską” o to, by zadowolić urzędników z Brukseli, albo żeby powiódł się proceder dalszego zadłużania obywateli czyli żeby był zbyt na rządowe obligacje, ze sprzedaży których spłacać się będzie odsetki od wcześniejszych długów.

Tak jak scena polityczna przypominać zaczyna przestrzeń, na której ścierają się różne mafie, tak całe państwo bardziej dziś zaczyna przypominać łupieżczy gang, aniżeli nocnego stróża, który chroni praw i obywatelskich wolności.

Konstytucja Stanów Zjednoczonych powstała głównie po to, by chronić obywatela wolnego kraju przed zakusami władzy państwowej. Chodziło o to, by rząd nie czynił więcej, aniżeli czynić powinien, tzn. by zbytnio nie ingerował w sprawy obywateli: w ich życie prywatne, rodzinne, w działalność gospodarczą, zawierane umowy itp. Rząd zobligowany był natomiast do decydowania o polityce zagranicznej, do łożenia na policję, wojsko i wymiar sprawiedliwości. Nikt nie upoważniał władzy do tego, by za rodziców wychowywała dzieci, by budowała dla nich szkoły, by brała na swoje utrzymanie niezaradne rodziny, czy żeby podjęła się kierowania biznesem.

Dziś sprawa wygląda inaczej – również niestety w Stanach Zjednoczonych. W dzisiejszych czasach państwo, poza policją, wymiarem sprawiedliwości, polityką zagraniczną i wojskiem, ma własne szkoły, własne szpitale, przytułki dla bezdomnych, biura pracy, domy dziecka, przedsiębiorstwa, telewizję; wspiera harcerzy, piłkarzy, filmowców, reżyserów, anonimowych alkoholików itp. oraz decyduje, co wolno ludziom, a czego nie. Funkcje państwa rozrosły się ponad miarę jaką niegdyś dla niego przewidziano, ot, chociażby właśnie w Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Dzisiejsze państwo stało się niewyobrażalnie zbiurokratyzowanym molochem.

By utrzymać przy życiu ten olbrzymi mechanizm, jakim jest współczesne państwo istnieć musi rozbudowany aparat przymusu, który zajmie się egzekucją haraczy nałożonych na obywateli. Im większy moloch, tym podatki muszą być wyższe, a służby skarbowe rozbudowane i bezwzględne. Rząd Portugalii poinformował niedawno, że jeszcze do końca tego roku zatrudnionych zostanie dodatkowo ponad 1000 kontrolerów skarbowych. Wszystko po to, by skuteczniej zwalczać „szarą strefę” i zwiększać wpływy do budżetu. Nikt nie przejmuje się tym, że im większy budżet państwa, tym cieńsze portfele obywateli. Tu najbardziej nasuwa się skojarzenie współczesnego państwa z mafią. Mafia też musi z czegoś żyć. Też posiada rozbudowaną strukturę, którą musi wyżywić. Podobnie jak ministrowie, także i bossowie mafii jeżdżą luksusowymi samochodami, tak jak politycy, również i oni lubią stroić się w najmodniejsze i najdroższe ciuchy, podobnie jak rządzący, starają się oni błyszczeć elokwencją i kulturą. Zarówno jedni jak i drudzy udzielają się charytatywnie.

Dlaczego państwo zwalcza mafię, a przynajmniej stara się stwarzać takie pozory? Dlatego, że mafia stanowi dla niego konkurencję. Jako związek zbrojny przypomina wojsko lub policję, jako struktura decyzyjna przypominać może rząd. W istotę działania mafii wpisana jest również kara. Gdy ktoś zawiedzie jej zaufanie wylatuje z „rodziny”. Podobnie w świecie polityki: jeśli jakiś działacz okaże się nielojalny wobec swojego szefa, raczej nie znajdzie się już na liście kandydatów do sejmu czy rady miasta. Ostatnie bitwy między partyjnymi kacykami na Dolnym Śląsku jak żywo przypominają mafijne porachunki.

Państwo stało się podobne do mafii właśnie w momencie, gdy zaczęło zajmować się rzeczami, którymi zajmować powinni się wyłącznie obywatele. Pobierając coraz większe haracze na swoje utrzymanie od coraz bardziej ubożejących podatników, czyni ono z nich niewolników, którzy już wkrótce zaszyją się w swoich domach, z lękiem wyczekując wizyty funkcjonariusza skarbowego, inspektora ZUS-u, pracownika Państwowej Inspekcji Pracy, Sanepidu, Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Głównego Urzędu Statystycznego, CBŚ, CBA itp.

Gdy mówimy „mafia”, to mniej więcej wiemy, o co chodzi. Gdy mówimy „państwo” to właściwie nie wiadomo, czy chodzi jeszcze o państwo czy już o mafię? Albert Nock, jednej ze swoich, napisanych w pierwszej połowie XX wieku, książek nadał tytuł „Państwo twój wróg”. Obserwując to, co się wokół nas teraz dzieje i co nas jeszcze czeka, trudno nie przyznać Nockowi racji.

Paweł Sztąberek: www.prokapitalizm.pl

6 listopada 2013

5
Ocena: 5 (1 głos)
Twoja ocena: Brak