Skip to main content
portret użytkownika witold k
Solidarnosc_logo.gif

z naszego archiwum

Na wstępie: Od lat czekam na spisywanie naszej lokalnej historii przełomu. Na portalu funkcjonują stosowne fora, grupy tematyczne, powstaje lokalna encyklopedia Solidarności. Niestety! Ale ciągle mam nadzieję, że coś się zmieni. Jednak czekać w nieskończoność nie można.

Zatem: Z pochodzenia, że tak powiem, z wyposażenia genetycznego jestem inteligentnym raptusem. Znajduję także ważnych wielkich przodków, którzy zapewne wyposażyli mnie w bezkompromisowość, odwagę, poświęcenie... Nie chodzę na łańcuchu, nie cierpię koterii.

Tenże wrodzony żywioł miotał mną do Sierpnia 1980r, a od niego do grudnia 1981 nosił mnie. Mam ciągłe pretensje do Solidarności o zbytnią spolegliwość wobec komunizmu.

12 grudnia, do późnych godzin wieczornych, pisałem kolejny list do Lecha Wałęsy. Zarzucałem Komisji Krajowej zaniechanie, opisywałem zagrożenie, którego nie potrafię nazwać. List oczywiście nie został wysłany. Rano było pozamiatane – przez całą niedzielę przemawiał: generał, premier, I sekretarz, minister obrony i służb w jednej osobie - TW Wolski – jak się potem okazało.

Rano, 14 grudnia, poszedłem do pracy do „Piomy”. Tam, w sposób spontaniczny brałem współudział (a może mam moc sprawczą – to powinien powiedzieć ktoś inny) – w buncie. Nie podjęliśmy (na starej hali) pracy. Około południa zebraliśmy się w stołówce. Było to spotkanie z wojskowym kierownictwem fabryki – zakład został zmilitaryzowany: władzę przejęło wojsko. Ów wcześniej wspomniany żywioł nakazał mi skierować ostre słowa przeciw WRON. Skierowałem je tak skutecznie, że niebawem, tego samego dnia, nasz dyrektor w stopniu pułkownika LWP z żołnierzami w pełnym rynsztunku podjął ze mną dyskurs. Po wymianie, nerwowej wymianie zdań, pan wojskowy ze świtą, bo prócz żołnierzy byli inni oficerowie i jeden z dyrektorów firmy, odszedł ze wspólnym zgodnym zdaniem, że historia pokaże, kto ma rację.

Nie wiedziałem jeszcze, że od tej pory jestem inwigilowany. Bardzo szybko stałem się – jak dziś mówimy - podziemnym działaczem. Od 1983 r. piszę pod pseudonimem własne ulotki. Staję się widocznym znakiem oporu. Przeprowadzam w pojedynkę, a także w grupie, szereg akcji. Ląduję w Duszpasterstwie Ludzi Pracy, w Grupie Roboczej KK NSZZ"S", Podziemnej Solidarności Energetyków, duszpasterstwie energetyków, w odrodzonym NSZZ "S" w energetyce, w Zjednoczeniu Chrześcijańsko Narodowym, w niezliczonej ilości ówczesnych inicjatyw, w odrodzonym Samorządzie... na interaktywnym portalu trybunalscy.pl.

To w wielkim skrócie. Czekam, aż koledzy, koleżanki, żona - odtworzą pamięć w szczegółach.

witold k

13 grudnia 2011

4.375
Ocena: 4.4 (8 głosów)
Twoja ocena: Brak