Skip to main content
portret użytkownika witold k

Grupa piotrkowsko moszczenicka – próba połączenia. Aby oddać w sposób prawidłowy moje wtedy intencje; wskazać atmosferę tak polityczną jak i personalną (zakwasy) trzeba rozjaśnić zapisany w linku dowód na moją kolejną działalność w podziemiu, który wykorzystuję, w tym tagu, do pokazania przeszłości jako światło na przyszłość. Popełniamy te same błędy te same kamienie za pazuchą nosimy. Przez co w miejscu stoimy.

Do meritum.
Generał Juntą Wojskową na domyślną potrzebę „Geremków” miał uporządkować sprawę przyszłej na nowo dobrej współpracy czasowo pokłóconych „Chamów" i "Żydów” Jasne było, że konsekwencją tego będzie wybranie do grona potencjalnych w przyszłości współpracowników ludzi opozycji gwarantujących lojalność układu. Bot mot wymyślił generał Kiszczak - mowa o „Opozycji Demokratycznej”. Generał Jaruzelski dołożył pamiętamy:” Kto nie z nami, ten przeciwko nam”. Wpierw Urban, potem jego ziomek, Michnik - resztę zrobili. Jak? Naznaczyli epitetami tych, którzy nie gwarantowali bezpieczeństwa akcji. Taki naznaczony w różnych formach od rzekomej nieprzydatności intelektualnej po fałszywe sugestie agenturalności dotychczas kolegi, po zwykle personalne niechęci, z którymi na co dzień każdy z nas ma do czynienia.

Należałem do ludzi, zresztą z takich pochodzę, (taką sam z Małgosią tworzę rodzinę), których perspektywa wychodzi poza własny pępek – horyzont, poza układanie siebie i swoich zauszników. Jak gdzie indziej pisałem, widziałem zagrożenie, o którym pisałem do Lecha Wałęsy 12 grudnia 1981, które ziściło się pod nazwą „Stan Wojenny”. To był mój koniec świata, na który w kolejnych miesiącach odpowiedziałem sobie, zapuszczając się w historyczną i polityczną literaturę. Czas ten pozwolił mi znaleźć miejsce w szeregu i nabrać pewności siebie. Po tym jak p. Jacek Tworkowski zaprosił mnie do DLP (Duszpasterstwo Ludzi Pracy) i tamtejszej dalszej edukacji w specjalnej grupie, po zabraniu mnie przez p. Zbigniewa Mrozińskiego do aktywności w późniejszej, oficjalnej nazwanej „GR KK NSZZ „S”, osiągnąłem stan, który w domu u Kowalczyków, a potem okazało się, że i u Królów był w codzienności realizowany, a dla mnie, dziecka i młodzieńca - nie rozeznany. Bezinteresowna służba drugiemu, w konsekwencji Ojczyźnie.

Zapisana w IPN-owskim dokumencie moja próba nawiązania współpracy piotrkowsko-moszczenickiej ma wymiar inny niż to wynika z geograficznych usadowień. Mamy bowiem czas już skutecznego poróżnienia w opozycji ludzi. Patrząc z wierzchu jest to obszar niechęci personalnej wynikającej z przynależności do różnych grup opozycyjnych i tyle… takie ówczesne partyjniactwo. Liderzy to czują, ale nie wiedzą na pewno – brak zaufania – okoliczności inwigilacja etc. Są jednostki, które bardzo bobrze są rozeznane i do takich wtedy siebie zaliczałem, które próbują stanąć ponad toksyczności dla wyższego celu; jak gdzie indziej pisałem „odzyskania Lecha Wałęsy dla Polskiej Sprawy”.

Nie było celem nawiązanie współpracy piotrkowsko-moszczenickiej, a rozeznanie faktycznego umocowania, w tym personalnego, tamtejszego lidera opozycji (jak pamiętam p. Lewandowskiego?) w strukturach Geremków opozycji antykomunistycznej: TKW. Na ile mądrość lidera jest zorientowana na polski interes, a na ile na lojalność wobec współpracowników z centrali. Przypominam ograniczone zaufanie ze względu na komunistyczną inwigilację, która sama z siebie także tworzyła alternatywy wobec PRL i w nie wierzyła, szukając u nas współpracowników, w tym poza kontrolą Kiszczaka.

Będąc świadomym wszystkich tych okoliczności, zachowałem równowagę. Jasno i kategorycznie podczas (jak nazywają) likwidacji poprzez Akcję Brzoza powiedziałem, że nie zgadam się z proponowanym kierunkiem Wolnej Polski przedstawionym mi na spotkaniu w kinie w Moszczenicy jednak nie będzie żadnych informacji na temat spotkania (ń). Jestem lojalny wobec wszystkich grup formacji, których celem jest Wolna Polska. Przede wszystkim na wspomnianym spotkaniu w kinie – ostatnim – miałem wątpliwość czy rozmawiam (w cztery oczy) z wysłannikiem Tymczasowej Komisji Wykonawczej czy też z funkcjonariuszem SB.

Wieczorem z telewizorni dowiedziałem się, że SB przeprowadziła akcję i przesłuchała w całym kraju około 2000 działaczy podziemia. Pożałowałem, że w ogóle dałem się na ul. Szkolną zawieźć w godzinach pracy i że w ogóle z nimi podjąłem rozmowę. A było tak, że Pan podał mi szczegółowe miejsca, daty i kontakty, na co ja odpowiedziałem, że mam inne poglądy niż te zaprezentowane w kinie. Ale niedoczekanie Pana i jego współpracownika! Zresztą sam Perliceusz się pojawił, abym je tutaj omawiał, że życzę wszystkim zaangażowanym w osiągnięciu wspólnego sukcesu. Nie będę stał na drodze ewentualnego porozumienia najważniejszych stron. Tak się zakończyło chyba w ogóle ostatnie przesłuchanie na Szkolnej. Te w zakładzie jeszcze miały miejsce.

witold k

13 sierpnia 2019

5
Ocena: 5 (6 głosów)
Twoja ocena: Brak