Skip to main content

O rocznicy wprowadzenia kartek na mięso

portret użytkownika paweł
kartki_mieso.jpg

O dość szczególnej rocznicy przypomina portal wgospodarce.pl. Mijają właśnie 33 lata jak komunistyczne władze PRL wprowadziły kartki na mięso i wędliny. Towarzyszyły one Polakom aż do końca lipca 1989 roku.

Reglamentacji z czasem podlegać zaczęły nie tylko wyroby mięsne ale także masło, mąka, ryż czy środki czystości. W stanie wojennym - jak przypomina portal - kartkami objęto również takie produkty jak czekolada, alkohol i benzyna. Niezależnie od tego, że wprowadzono kartki, przed sklepami mięsnymi, w dniu przyjęcia towaru zawsze ustawiały się kilkudziesięciometrowe kolejki. Niejednokrotnie dochodziło do bijatyk i przepychanek. Gdy do scen takich dochodziło podczas stanu wojennego zwykle kończyły się one interwencją milicji lub ORMO, podczas których kolejkowiczów przywoływano do porządku.

"Najlepsze talony przysługiwały górnikom, którzy mogli wykupić do 7 kg mięsa na miesiąc, czyli dwukrotnie więcej niż zwykli robotnicy i trzy razy więcej niż rolnicy i młodzież" - czytamy na wgospodarce.pl. Portal przypomina, że nie wszyscy mogli dowolnie wybrać gatunek mięsa, ponieważ przydział dla wielu grup ustalany był odgórnie. "Wędliny dostępne były tylko dla nielicznych, przed świętami i po odstaniu zwyczajowych 6-8 godzin w kolejce. Szynka była dobrem luksusowym, plasowała się w grupie wysoko pożądanych towarów co papier toaletowy i cytrusy" - czytamy.

Reakcją obronną społeczeństwa na wprowadzoną przez komunistów reglamentację wielu artykułów był rozwój "czarnego rynku". Kwitł "nielegalny" handel mięsem czy alkoholem. Podobnie zresztą jak dzisiaj. Tyle że choć dziś sklepowe półki są pełne, to wysokie podatki (zwłaszcza pośrednie), wpływające na ceny poszczególnych artykułów, stanowią dla wielu ludzi olbrzymią zachętę do zaopatrywania się w "szarej strefie".

W czasach PRL doskwierał nam socjalizm w wydaniu "moskiewskim", wykluczający niemalże w 100 procentach własność prywatną i generujący wieczne niedobory. Dziś doskwiera nam socjalizm w wydaniu "brukselskim", którego istota sprowadza się do powolnego, ale konsekwentnego łupienia Polaków z własności, której starają się dorabiać każdego dnia. Socjalizm "brukselski" ma nad socjalizmem "moskiewskim" tę przewagę, że stwarza, dzięki pełnym sklepowym półkom, wrażenie bezgranicznego dobrobytu. Poza tym realizuje się on w warunkach politycznej demokracji, nie zaś - jak w czasach PRL - zamordystycznej dyktatury. Jednak brak we współczesnej Polsce kartek na mięso wcale nie znaczy, że skończył się u nas socjalizm. On się po prostu przepoczwarzył.

PS: www.prokapitalizm.pl

28 lutego 2014

5
Ocena: 5 (1 głos)
Twoja ocena: Brak