Skip to main content

Wyznanie posła PO, Arkadego Fiedlera

portret użytkownika paweł

Podczas Pikniku Wolnościowego jaki odbył się w dniach 22-24 sierpnia 2008 roku w Kórniku, zaprezentował się m.in. poseł PO, p. Arkady Fiedler. Szczerze pisząc, słuchając pana posła, nie trzeba było nawet wiedzieć, że jest on posłem, by móc stwierdzić, że to człowiek - jak to ujął kolega Paweł Toboła-Pertkiewicz - "z innego świata". Od siebie dodam - ze świata establishment, ze świata ludzi czerpiących profity z obecnego systemu.

Mniejsza już z tym, że pan poseł dziwił się, że zebrani na Pikniku ludzie sprzeciwiają się Unii Europejskiej w takim kształcie w jakim obecnie ona funkcjonuje. Nie mógł pojąć, że można nie akceptować Traktatu Lizbońskiego. Właściwie jedynym argumentem na rzecz naszej integracji z UE były słowa: "Przecież zawsze dążyliśmy do tego, by być Zachodem. Czego tu się bać? Czy boimy się być Zachodem?".

Ale jeszcze jedna wypowiedź okazała się ciekawa, może nawet ciekawsza... Otóż w pewnym momencie jeden ze słuchaczy zadał panu Arkademu Fiedlerowi pytanie o posła Palikota. "Dlaczego nie wpłyniecie panowie z PO na posła Palikota, by zamiast zajmować się głupotami, zaczął wreszcie wprowadzać w życie założenia, jakie przyjęła komisja sejmowa - Przyjazne Państwo..." - brzmiało pytanie. Pan poseł Fiedler odpowiedział mniej więcej tak: "To nie takie proste. Opór urzędników jest tak wielki, że nic nie można zrobić. Niektórzy z tych urzędników pracują w ministerstwach już po kilkanaście lat i oni są tak tam poosadzani, że bronią swoich pozycji, a my nic nie możemy zrobić".

Gdyby pan poseł Fiedler dbał choć trochę o pozory, wymyśliłby jakąś inną bajeczkę. Jednak z tonu w jakim to mówił wyraźnie można było odczuć, że ma on, jak i pewnie cała PO, z posłem Palikotem na czele, komisję "Przyjazne Państwo" w najwyższym poważaniu i tak naprawdę niczego nie chce zmienić. Status quo go zadowala, jak i całą PO, wszak czerpią z tego profity.
Jeśli by jednak przyjąć, że poseł Fiedler mówi prawdę, tzn. że urzędnicy tak okopali się na swoich pozycjach, że są nie do ruszenia, to jaki wniosek z tego wypływa? Ano taki, że pan premier Tusk to zwykła marionetka, ministrowie to kukiełki chodzące na krótkiej uwięzi, a cały parlament to fasada, za którą ktoś pociąga za sznurki. Skoro nie mają nic do powiedzenia w sprawach personalnych, nie są w stanie zwalniać krnąbrnych urzędników to o czym to może świadczyć? Ano, że choć od czasu do czasu lubią się groźnie nadymać, to w rzeczywistości są dymani, i to na różne sposoby.
Czy to właśnie poseł Arkady Fiedler chciał tak naprawdę powiedzieć?

Paweł Sztąberek http://www.kapitalizm.republika.pl/

1 września 2008

5
Ocena: 5 (1 głos)
Twoja ocena: Brak