Skip to main content

Wielkie zaskoczenie w USA i na świecie

portret użytkownika Jacek Łukasik

Tym zaskoczeniem jest zapowiedź amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa odtajnienia akt dotyczących zabójstwa prezydenta Johna F. Kennedyego w 1963 r. Niektórzy oponenci Trumpa zarzucają mu, że chce ubić na tej decyzji jakiś kapitał polityczny. Moim zdaniem nie jest to aż tak istotne, gdyż obywatele amerykańscy mają niezbywalne prawo dowiedzieć się, jak zginął ich przywódca i kto stał za tą zbrodnią.
Teoretycy spiskowi (też należę do tej grupy) z niecierpliwością oczekują na możliwość przejrzenia tysięcy tajnych dokumentów dotyczących zabójstwa byłego prezydenta USA Johna F. Kennedy’ego po tym, jak Donald Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze nakazujące ich ujawnienie.
„To duża sprawa, co? Wiele osób czekało na to latami, dekadami” – powiedział prezydent Trump, podpisując rozporządzenie.
Niektórzy krytycy tej decyzji, w tym wnuk JFK , potępili tę decyzję, sugerując, że prezydent wykorzystuje głośne zabójstwo z 1963 r. jako „polityczny rekwizyt.
Jakiekolwiek by jednak nie były jego motywy, prezydent ma rację; ludzie czekali dziesięciolecia, aby dowiedzieć się czegoś więcej na temat zastrzelenia Kennedy’ego.
Po jego śmierci, na przestrzeni dziesięcioleci, pojawiło się mnóstwo teorii spiskowych — od tych prawdopodobnie prawdopodobnych po te absurdalne.
Teraz jednak ze względu na brak miejsca na stronie, ograniczę się do skrótowego referowania oficjalnej wersji wydarzeń.
Kennedy został postrzelony w centrum Dallas 22 listopada 1963 r., gdy jego kolumna samochodów przejeżdżała obok budynku Texas School Book Depository. Według oficjalnej wersji, 24-letni były żołnierz piechoty morskiej Lee Harvey Oswald zajął pozycję snajpera na szóstym piętrze budynku i oddał wiele strzałów, zabijając prezydenta.
Dwa dni po zabójstwie Kennedy’ego, właściciel klubu nocnego Jack Ruby śmiertelnie postrzelił Oswalda podczas transportu do więzienia, co też w oczywisty sposób musi wydawać się dziwne.
Rok po zamachu prezydent Lyndon Johnson zarządził wszczęcie dochodzenia w sprawie zabójstwa, powołując tzw. Komisję Warrena. która doszła ona do wniosku, że Oswald działał sam i nie ma dowodów spisku.
Historycy zauważają, że wyniki śledztwa zostały powszechnie zaakceptowane przez opinię publiczną od razu po ich opublikowaniu, ale sceptycyzm ze strony zwolenników teorii spiskowych w kolejnych latach sprawił, że wielu Amerykanów zaczęło wątpić w oficjalną wersję wydarzeń.
Czy strzelców było więcej niż jeden ?
Wśród alternatywnych teorii znalazła się teza, że Oswald został wrobiony lub że w tym samym czasie drugi napastnik otworzył ogień do prezydenta. Sugestie te zostały podsycone przez zeznania kilku świadków zamachu, którzy wierzyli, że co najmniej jeden ze strzałów padł z innego obszaru, znanego jako „trawiaste wzgórze”, a nie ze składnicy podręczników szkolnych w Teksasie.
Oficjalne śledztwo w sprawie zamachu wykazało, że Oswald oddał z budynku trzy strzały, w tym jeden, który trafił w głowę prezydenta, a drugi chybił.
Komisja Warrena stwierdziła, że kolejna kula trafiła prezydenta od tyłu, zanim wyszła z jego ciała przez przednią część gardła. Następnie trafiła i zraniła gubernatora Teksasu Johna Connally’ego Jr., który również był w kolumnie z Kennedym i jego żoną Jackie, jak ustalono w dochodzeniu.
Ostatni pocisk zaczęto nawet nazywać „magicznym pociskiem” ze względu na nieoczekiwaną trajektorię, jaką obrał.
Jednym z powodów, dla których śledczy doszli do wniosku, że obrażenia powstały w wyniku pojedynczego strzału, był pocisk, który znaleziono na noszach Connally’ego Jr., gdy przywieziono go do szpitala Parkland Memorial po strzelaninie. Z ich punktu widzenia było to tak, że kula przeszła przez prezydenta, trafiła Conally’ego Juniora, a następnie przemieściła się na nosze, gdzie go opatrywano.
Analiza ta miała istotny wpływ na wniosek śledczych, że Oswald działał sam.
Jednak to ustalenie zakwestionowano w 2023 r., kiedy były agent Secret Service Paul Landis, który był świadkiem śmierci prezydenta z bliskiej odległości, opublikował wspomnienia, w których twierdził, że znalazł kulę na siedzeniu samochodu, w którym siedział Kennedy, schował ją do kieszeni i położył na noszach, na których później znajdował się prezydent. Czyż to nie było typowe działanie agenta?
Zgadł on, że nosze Kennedy’ego i Connally’ego Jr. w jakiś sposób się zderzyły, co oznacza, że kula przesunęła się z jednych na drugie.
To skłoniło niektórych do przekonania, że nie jeden pocisk spowodował tak duże obrażenia u tej pary, co otwiera możliwość, że wystrzelono więcej pocisków – i potencjalnie brało w tym udział więcej strzelców niż jeden. Twierdzenia pana Landisa kwestionują niektórzy inni agenci Secret Service obecni tego dnia.
Nie był to bynajmniej pierwszy raz, kiedy pojawiły się tego typu spekulacje.
Komisja ds. zabójstw Izby Reprezentantów USA argumentowała już w 1978 r., że tego dnia obecny był więcej niż jeden napastnik.
Bratanek Kennedy’ego, Robert F. Kennedy Jr., kandydat Trumpa na stanowisko ministra zdrowia, również stwierdził, że nie jest przekonany, iż za morderstwem jego wujka stał jeden człowiek. Pomysł ten z kolei doprowadził do powstania wielu teorii o większym spisku, w który zaangażowane są potężne siły, krajowe lub międzynarodowe. Ale o tym napiszę w kolejnym artykule.
Jacek Łukasik
28 marca 2025

5
Ocena: 5 (1 głos)
Twoja ocena: Brak