Skip to main content

Zapatrzony w wielkość Polski

portret użytkownika Antoni Macierewicz

Józef Szaniawski urodził się we Lwowie, mieście zawsze wiernym, a zginął w niewyjaśnionych okolicznościach, w Tatrach, spadając w przepaść u stóp Świnicy.

W swoim życiu był wykładowcą uniwersyteckim, publicystą politycznym i historycznym, wydawcą i kustoszem muzeum swojego przyjaciela płk. Ryszarda Kuklińskiego. Był też przez 11 lat konspiracyjnym korespondentem Radia Wolna Europa, za co w 1985 r. został aresztowany i wyrokiem Sądu Wojskowego skazany na 10 lat pozbawienia wolności. W latach 1985–1989 więziony był w Warszawie przy ul. Rakowieckiej, potem w ciężkim więzieniu w Barczewie.

Ostatni więzień PRL

Ten trudny okres Jego życia jest mało znany. Najpełniejszą relację z przesłuchań, śledztwa i więzienia przekazał w filmowym reportażu na temat Informacji Wojskowej przygotowanym przez o. Jacka Cydzika dla telewizji Trwam. To właśnie komunistyczna Wojskowa Służba Wewnętrzna i osobiście Czesław Kiszczak doprowadzili do jego aresztowania i wydania drakońskiego wyroku. Część z tych dramatycznych wydarzeń miała miejsce w gmachu WSW przy ul. Oczki w Warszawie.

Po wojnie mieściła się tam Informacja Wojskowa, a dziś ma swoją siedzibę Służba Kontrwywiadu Wojskowego. W 2006 r. cele przesłuchań zostały przekształcone w swoiste muzeum martyrologii narodowej, które jako szef SKW otworzyłem dla publiczności. To tam właśnie o. Jacek Cydzik nagrywał relację Józefa Szaniawskiego o tym, jak w latach 80. przesłuchiwali go ludzie Czesława Kiszczaka.

Szaniawski walczył wówczas dosłownie o życie, gdyż prokurator za „zdradę socjalistycznej ojczyzny przez współpracę z Centralną Agencją Wywiadowczą USA” domagał się kary śmierci. W więzieniu nadal przetrzymywany był w czasie rządów premiera Tadeusza Mazowieckiego – zapewne dlatego, że ministrem spraw wewnętrznych i wicepremierem był wówczas jego główny oskarżyciel – Czesław Kiszczak. Zrehabilitowany przez Sąd Najwyższy odzyskał wolność dopiero 22 grudnia 1989 r. Nazwano Go wówczas „ostatnim więźniem PRL”.

Po wyjściu z więzienia Szaniawski całą swoją historyczną i polityczną wiedzę wykorzystywał na rzecz dekomunizacji Polski, a przede wszystkim eliminacji agentury sowieckiej.

Tematem jego wielu artykułów była historia komunistycznych służb specjalnych. Szaniawski analizował ich kształt organizacyjny, personalia, sposób działania. Przestrzegał przed ludźmi wywodzącymi się z aparatu sowieckiego, demaskował ich związki z KGB i GRU. Pamiętam kolejne numery „Expressu Wieczornego” z Jego artykułami, z długimi zestawami nazwisk pułkowników i generałów LWP szkolonych w Moskwie oraz pracujących w Polsce dla Moskwy i myślę, że dziś nikt nie odważyłby się na taką publikację, a ich Autor nie wychodziłby z Sądu. I mam też świadomość, że gdyby wiedza i informacje Szaniawskiego zostały wówczas wykorzystane, gdyby wskazani przez Niego ludzie zostali natychmiast odsunięci od funkcji publicznych – nie powstałaby w Polsce mafia, służby dbałyby o nasz interes narodowy, a Polska nie osuwałaby się w przepaść politycznego klientelizmu.

Stało się jednak inaczej – Bronisław Komorowski, odpowiedzialny za służby wojskowe, i Andrzej Milczanowski – za służby cywilne chronili sowiecką agenturę i takim właśnie ludziom powierzyli zadanie kierowania wywiadem i kontrwywiadem niepodległej Rzeczypospolitej.

Przyjaciel pułkownika Kuklińskiego

Po krótkotrwałym okresie rządów Jana Olszewskiego do głosu doszła postkomunistyczna reakcja i nastały lata umacniania politycznej i gospodarczej roli ludzi dawnych służb specjalnych. W armii dominowała kadra komunistyczna, co praktycznie oznaczało rządy oficerów wyznaczonych jeszcze przez Wojciecha Jaruzelskiego oraz Czesława Kiszczaka. I dlatego właśnie w połowie lat 90. sprawa płk. Kuklińskiego stała się miernikiem wiarygodności niepodległościowych aspiracji elit rządzących Polską. Płk Ryszard Kukliński – w latach 70. oficer Sztabu Generalnego LWP i zaufany Wojciecha Jaruzelskiego – widząc służalczość LWP wobec Sowietów, podjął współpracę z USA. Tajniki sowieckich planów operacyjnych uświadomiły mu, że dla ZSRS Polska jest tylko mięsem armatnim, terytorium mogącym zamienić się w atomowe pogorzelisko chroniące Rosję sowiecką przed nacierającymi wojskami NATO. Kukliński przez blisko 10 lat przekazywał Amerykanom najtajniejsze plany sowieckie, włącznie ze strategicznymi planami ataku na północną flankę NATO, a w 1981 r. plany stanu wojennego. Po ewakuacji z Polski w listopadzie 1981 r. Kukliński został skazany w Polsce na karę śmierci, a WSW i komunistyczny wywiad otrzymały wytyczne przygotowania wykonania wyroku.

Materiały zawierające szczegóły tej operacji przez lata utrzymywane były w ścisłej tajemnicy. (Ujawniłem je w czasie sprawowania funkcji sekretarza stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej w 2007 r.).

Po 1989 r. ocena decyzji Kuklińskiego nie uległa zasadniczej zmianie. Wyrok utrzymano, a w kraju rozpętano kampanię nienawiści piętnującą go jako zdrajcę. Jaruzelski i związana z nim kadra wojskowa postawili sprawę jasno: Ryszard Kukliński jest zdrajcą, bo walczył z Sowietami. Ten wyrok prawny i moralny dotąd nie może ulec zmianie. Rehabilitacja Kuklińskiego oznacza bowiem potępienie Jaruzelskiego i wotum nieufności dla całej kadry wychowanej w LWP. W ten sposób stanowisko wobec Kuklińskiego urosło do rangi warunku odbudowy Wojska Polskiego.

Józef Szaniawski zdawał sobie sprawę z tej sytuacji i rozumiał, że dopóki Kukliński uznawany jest oficjalnie w Polsce za zdrajcę – nie ma szans na dekomunizację armii i wejście Polski do NATO. Dlatego całą swoją aktywność skierował wówczas na walkę o honor płk. Kuklińskiego. Przygotował trzy książki na ten temat, napisał dziesiątki artykułów, udzielił wielu wywiadów, sprawie tej poświęcił setki publicznych wystąpień. I choć sprawa Pułkownika rozgrywała się na najwyższych szczeblach władzy, to z pewnością działania Szaniawskiego, podobnie zresztą jak wysiłki b. ministra obrony w rządzie Jana Olszewskiego Jana Parysa, odegrały istotną rolę. To Szaniawski doprowadził ostatecznie do rehabilitacji i triumfalnej wizyty Kuklińskiego w Polsce. Po tragicznej śmierci Pułkownika Józef Szaniawski skutecznie zabiegał o pochowanie Go w Alei Zasłużonych na Wojskowych Powązkach oraz o utworzenie poświęconej mu Izby Pamięci.

Placówka taka powstała na Starym Mieście w Warszawie, a Szaniawski objął w niej funkcję kustosza.

Publicysta oddany ojczyźnie

Ostatnie lata Józefa Szaniawskiego wypełniła praca wykładowcy akademickiego, ale przede wszystkim praca publicystyczna i wydawnicza. Tematyka Jego cotygodniowych felietonów w „Naszym Dzienniku”, audycji w Radiu Maryja i w telewizji Trwam koncentrowała się wokół analizy polskiej racji stanu i naszej sytuacji geopolitycznej. Równocześnie w kolejnych opracowaniach o znakomitych dokonaniach oręża polskiego Szaniawski przypominał o znaczeniu w wymiarze europejskim naszego wysiłku zbrojnego. Wiele publikacji poświęcił Józefowi Piłsudskiemu, Bitwie Warszawskiej, geopolityce niepodległości. Jest Autorem wspaniałej edycji – albumu „Grunwald. Pole chwały”, przygotowywał książkę o odsieczy wiedeńskiej. Szaniawski dobrze rozumiał, że prawdziwą misją i rolą Polski jest Antemurallae Christianitatis – przedmurze chrześcijaństwa. A co najważniejsze, zdawał sobie sprawę z tego, że wbrew propagandzie Polacy wcale tej roli nie odrzucają. Systematycznie wychowywani do małości – niewiele po prostu o niej wiedzą.

Publikacje Józefa Szaniawskiego są Jego największym dokonaniem i testamentem, przypominają o wielkości Polski i jej roli w Europie. Profesor czuł się mocno związany z polityką Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i był przekonany, że Jego śmierć miała zablokować budowę Sojuszu Europy Środkowej. Wielokrotnie cytował zdanie Józefa Piłsudskiego o tym, jak wielkim zagrożeniem dla Polski jest porozumienie niemiecko-rosyjskie, i rozumiał, że śmierć Lecha Kaczyńskiego miała skruszyć tamę stawianą temu porozumieniu. Z wielką goryczą mówił o polityce zagranicznej realizowanej przez rząd Donalda Tuska. A podczas ostatnich obchodów rocznicy Bitwy Warszawskiej w Ossowie zdradą nazywał budowę pomnika bolszewickich najeźdźców. Zapatrzony w wielkość, którą chciał natchnąć rodaków, nie mógł pojąć małości ludzi sprawujących władzę…

Antoni Macierewicz: www.niezalezna.pl

6 września 2012

5
Ocena: 5 (1 głos)
Twoja ocena: Brak