Skip to main content

Gospodarka oparta na Dekalogu

portret użytkownika Paweł Toboła Pertkiewicz

Upadek systemu komunistycznego i gospodarki centralnie planowanej był nieunikniony, co wykazywało wielu polityków, filozofów i ekonomistów na długo przed tym, jak rzeczywiście upadek ten nastąpił. Znacznie mniej miejsca natomiast poświęcano w czasach dominacji tego ustroju zagadnieniu, co się stanie z życiem gospodarczym, gdy spodziewane bankructwo nadejdzie. Myśl Jana Pawła II na tym polu jest bardzo ciekawa i - jak się okazuje - wciąż aktualna.

Przypomnijmy, na czym polegała istota "naj.eps", czyli komunizmu. Jego naczelną zasadą była, i pozostaje do dziś, likwidacja własności prywatnej. Dopóki istniały choćby jej strzępy, dopóty komunizm był dopiero w budowie. Gdy natomiast własność została skutecznie wyeliminowana, dochodziło do takich dramatów jak wielki głód na Ukrainie czy wielki "skok naprzód" w maoistowskich Chinach, który zagłodził miliony istnień ludzkich. W Korei Północnej, która do dziś buduje socjalizm, braki w żywności są na porządku dziennym.

Jan Paweł II doświadczył prób budowania socjalizmu w Polsce, dzięki czemu był szczególnie uwrażliwiony na rzekomą zbawczą rolę tej ideologii. Warto przypomnieć w tym miejscu, że Ojciec Święty, wespół z ówczesnym ks. kard. Josefem Ratzingerem, powstrzymał rozwój tzw. teologii wyzwolenia, która w latach 80. ubiegłego wieku stała się znaczącą siłą i zaczęła wpływać na Amerykę Południową. Jak się okazało, teologia wyzwolenia była zakamuflowaną wersją socjalizmu, próbą pogodzenia tej ideologii z chrześcijaństwem, co szybko zostało dostrzeżone i skutecznie powstrzymane przez Papieża.

Warto w tym miejscu przypomnieć o tym, co pisał Jan Paweł II na temat ideologii, której próby wprowadzania w życie pochłonęły miliony ofiar. "Podstawowy błąd socjalizmu - zauważał Papież w encyklice "Centesimus annus" - ma charakter antropologiczny. Rozpatruje on bowiem pojedynczego człowieka jako zwykły element i cząstkę organizmu społecznego, tak że dobro jednostki zostaje całkowicie podporządkowane działaniu mechanizmu gospodarczo-społecznego (...). Skutkiem tej błędnej koncepcji osoby jest deformacja prawa, które określa zakres wolności człowieka, a także sprzeciw wobec własności prywatnej. Człowiek bowiem, pozbawiony wszystkiego, co mógłby "nazwać swoim", oraz możliwości zarabiania na życie dzięki własnej przedsiębiorczości, staje się zależny od machiny społecznej i od tych, którzy sprawują nad nią kontrolę, co utrudnia mu znacznie zrozumienie swej człowieczej godności i zamyka drogę do tworzenia autentycznej ludzkiej wspólnoty".

Po pierwsze: własność

Upadek komunizmu w Europie Środkowo-Wschodniej, do którego w wielkim stopniu przyczynił się sam Papież, zrodził jednak kolejne wyzwania. Należało bowiem rozstrzygnąć, jak po pół wieku niszczenia relacji międzyludzkich, etosu pracy, poszanowania cudzej własności, przedsiębiorczości i dobroczynności, pobudzić w ludziach pozytywną energię w życiu gospodarczym. Jak zmienić mentalność, która tkwiła w umysłach milionów ludzi. Pamiętajmy bowiem, że o ile system gospodarki centralnie planowanej można zamienić na gospodarkę rynkową za pomocą ustaw, o tyle zmian w ludzkiej mentalności, moralności i przyzwyczajeniach nie sposób zadekretować.

Papieska myśl w tej materii nie odnosi się bezpośrednio do modeli ekonomicznych dominujących w dzisiejszym świecie. Jan Paweł II w encyklikach społecznych przedstawia spójny program tej zmiany oparty przede wszystkich na katolickiej nauce społecznej, która uwzględniać ma specyfikę społeczeństw oraz opierać się na zdrowym rozsądku i sprawdzonych wzorcach. Papież wznosi się ponad proste schematy i ideologie kapitalizmu, europejskiego modelu państwa opiekuńczego czy zbiurokratyzowanych społeczeństw. W encyklice "Sollicitudo rei socialis" czytamy: "Nauka społeczna Kościoła nie jest jakąś "trzecią drogą" między liberalnym kapitalizmem i marksistowskim kolektywizmem ani jakąś możliwą alternatywą innych, nie tak radykalnie przeciwstawnych wobec siebie rozwiązań. Stanowi ona kategorię niezależną".

Kościół nie proponuje zatem żadnych konkretnych modeli, lecz bliżej mu do popierania konkretnych rozwiązań, które pomagają społeczeństwu wydobyć się z biedy i pozbyć się mentalności socjalistycznej. W tym celu najważniejszym nakazem chwili okresu przełomu było prawo każdego człowieka do własności oraz prawo do inicjatywy prywatnej. Jeśli chodzi o to pierwsze, czyli prawo do własności, Ojciec Święty argumentował, że nie powinna stać się ona źródłem konfliktu, lecz powinna być wykorzystywana do poprawy ludzkiego bytu. Zwróćmy uwagę, że w poprzednim ustroju to właśnie cudza własność wzbudzała pożądanie, co było oczywiście sprzeczne z dziesiątym przykazaniem Dekalogu. Prawo do inicjatywy gospodarczej jest z kolei - zdaniem Papieża - zaproszeniem człowieka do wykorzystania talentów i współuczestniczenia w Boskim dziele budowy świata. Przywrócenie należnego miejsca w życiu gospodarczym przedsiębiorcy, którego obraz w epoce socjalizmu został zdeformowany do miana "pasożyta społecznego", prywaciarza, spekulanta czy oszusta, miało ogromną wartość. Mimo 20 lat, jakie upłynęły od czasu transformacji, prywatni przedsiębiorcy wciąż pozostają jedną z najbardziej niedocenianych i najmniej rozumianych grup społecznych. A przecież jako wizjonerzy, obdarzeni praktycznymi instynktami, łączą oni klasyczne i chrześcijańskie zalety w realizacji własnych i społecznych celów jednocześnie.

Siódme: Nie kradnij

Siódme przykazanie Dekalogu to pierwsze przykazanie w życiu gospodarczo-społecznym - tak najkrócej można byłoby scharakteryzować papieską myśl odnoszącą się do życia gospodarczego. Jeśli Jan Paweł II nawoływał do przestrzegania Dekalogu i poszanowania własności, tym samym wzywał w życiu gospodarczym do zaprzestania kradzieży i powstrzymania się od niej zarówno przez obywateli wobec siebie nawzajem, jak i przez aparat państwa wobec obywateli. W socjalizmie - jak wiadomo - kradzież była powszechna zgodnie z powiedzeniem, że "co państwowe i większe niż wesz, do domu bierz". Skoro zatem po upadku komunizmu zaczęła dominować własność prywatna, Papież wzywał do jej poszanowania. Dziś to wezwanie jest wciąż aktualne, gdyż cały czas pojawiają się zewsząd zakusy na cudzą własność. Aby uniknąć nieporozumień, warto zaznaczyć, że kiedy Ojciec Święty mówił o własności, miał na myśli własność nabytą godziwie.

Patrząc z perspektywy polskiej transformacji ustrojowej, można powątpiewać, czy sprzedaż własności państwowej, która przeszła w prywatne ręce np. w procesie prywatyzacyjnym, była dokonana w sposób uczciwy. To już jednak problem etyki i moralności zarówno tych, którzy sprzedawali, jak i tych, którzy kupowali. Fakt, że często odbywało się to w niejasny i wielce podejrzany sposób, nie świadczy źle o samej własności czy idei prywatyzacji, ale o tej słabości, o której powiedziano powyżej.

Własność jest też jednym z fundamentów dobrze funkcjonującej rodziny, co było przecież przedmiotem szczególnej troski Jana Pawła II.

Ekonomiczne osłabianie rodziny jako podstawowej i fundamentalnej komórki życia społecznego powoduje, że państwo staje się trzecim rodzicem, w coraz większym stopniu zastępuje rodziców naturalnych. Coraz częściej mamy do czynienia z sytuacją, że to nie głowa rodziny jest odpowiedzialna za warunki materialne w rodzinie, lecz różnego rodzaju instytucje rządowe, które udzielają jej zapomóg. O tym, że aby przekazać jakiekolwiek środki pieniężne, dobra czy usługi, państwo najpierw musi odebrać tym samym rodzinom krocie dochodów w postaci podatków, rzadko się wspomina. A to jest właśnie kwintesencja prawa własności - prawo do dysponowania wypracowanym przez siebie dochodem. Przeciętna polska rodzina oddaje dziś państwu blisko 2/3 dochodów, nic więc dziwnego, że dzieci rodzi się coraz mniej, skoro ludzi zwyczajnie nie stać na ich utrzymanie.

Okradanie rodzin z ich dochodów prowadzi również do wielu kolejnych następstw w postaci zmniejszenia odpowiedzialności rodzicielskiej, rozpadu więzi, wreszcie życia w uzależnieniu od pomocy zewnętrznej. Rozbudowana biurokracja, bezduszność ustroju biurokratycznego, choćby i naj.eps"Centesimus annus": "Interweniując - bezpośrednio i pozbawiając społeczeństwo odpowiedzialności - państwo opiekuńcze powoduje utratę ludzkiej energii i przesadny wzrost publicznych struktur, w których - przy ogromnych kosztach - raczej dominuje logika biurokratyczna, aniżeli troska i to, by służyć korzystającym z nich ludziom".

Moralność w życiu gospodarczym

Ekonomia, podobnie jak fizyka czy geografia, rządzi się swoimi prawami. Tak jak w fizyce mamy do czynienia - czy nam się to podoba, czy nie - z prawem ciążenia, tak w życiu gospodarczym podobnym zjawiskiem jest system cen czy prawo popytu i podaży. Katolicka nauka społeczna i papieska myśl dotycząca życia gospodarczego w żadnej mierze nie podważa tych praw, lecz wskazuje kierunki oraz warunki, które mogą sprzyjać ich rozwojowi. Najważniejszym elementem jest moralność w życiu gospodarczym. Jeśli społeczeństwo zostanie pozbawione kręgosłupa moralnego, etyki chrześcijańskiej, to wówczas nawet naj.eps"Nie lękajcie się!", pozostaje wciąż aktualne - nie lękajmy się uczciwości i nie lękajmy się przestrzegania Dekalogu w życiu gospodarczym.

Paweł Toboła-Pertkiewicz

Autor jest wiceprezesem Polsko-Amerykańskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego PAFERE.

Artykuł pochodzi z Naszego Dziennika z 27 kwietnia 2011 roku.

0
Nikt jeszcze nie ocenił tej publikacji. Bądź pierwszy
Twoja ocena: Brak