Skip to main content

PRO MEMORIA – rtm. Witold Pilecki

portret użytkownika Sebastian
Pilecki.jpg

W tysiącletniej historii naszego Narodu jest wielu autentycznych bohaterów, którzy poświęceniem dla dobra Ojczyzny i bliźnich, a także bezgraniczną odwagą, dali wyraz najwyższego człowieczeństwa. Wielu z nich doczekało się spiżowego pomnika, na trwałe wpisując się w tożsamość Polaków. Są jednak i tacy, których z historii próbowano wymazać, a pamięć o nich karać więzieniem. Osobą-symbolem tych tragicznych bohaterów jest rotmistrz Witold Pilecki – najodważniejszy żołnierz II wojny światowej. Rotmistrz był przedstawicielem tej Polski, która w stopniu bezpowrotnym została zniszczona przez dwa okupujące nasz kraj totalitarne systemy. Był przedstawicielem pokolenia, które wychowane na ciągle żywych tradycjach powstań narodowych, zostało ukształtowane przez zawołanie BÓG-HONR-OJCZYZNA.

Dzieciństwo i młodość Pilecki spędził w domu rodzinnym w Ołońcu, a następnie w Wilnie. Służbę Polsce rozpoczął w czasie wojny z bolszewikami 1920 r. Po wojnie, w 1921 roku zdał maturę w Gimnazjum im. Joachima Lelewela w Wilnie. Był uzdolniony artystycznie, rysował, malował i pisał wiersze. W 1926 roku, po ukończonych kursach i praktykach mianowany został podporucznikiem rezerwy kawalerii. W wolnej Polsce poznajemy go jako dobrego ojca rodziny i gospodarza na własnym zagonie, ale też i czynnego obywatela, uczestniczącego w różnych obszarach życia społecznego Ziemi Nowogródzkiej.

Przyszedł rok 1939 i wojna. Został zmobilizowany 26 sierpnia 1939 roku w ramach 19 Dywizji Piechoty pod dowództwem gen. bryg. Józefa Kwaciszewskiego, która została skierowana w okolice Piotrkowa Trybunalskiego do osłony szosy Piotrków – Tomaszów Mazowiecki. W nocy 5/6 września niemieckie natarcie 1 Dywizji Pancernej rozbiło polską dywizję. Dowodzony przez Pileckiego szwadron ułanów, rozbity został przez Niemców podczas ciężkich walk pod Wolborzem. Rozproszeni żołnierze, wśród których był także Pilecki, po przejściu Wisły włączyli się w szeregi odtwarzanej 41 Dywizji Piechoty Rezerwy.

Po agresji dokonanej przez Związek Radziecki na Polskę w dniu 17 września 1939 roku, Pilecki przedarł się do Warszawy. W listopadzie rozpoczął z mjr. Janem Włodarkiewiczem organizowanie jednej z pierwszych organizacji konspiracyjnych pod nazwą Tajna Armia Polska. Była to organizacja oficerów zawodowych WP i ziemian, o profilu narodowo-katolickim. Mjr Jan Włodarkiewicz został jej Komendantem, ppor. Witold Pilecki inspektorem organizacyjnym, ppłk "Stefan" Władysław Surmacki szefem sztabu. TAP sięgała poza Warszawę, do Siedlec, Lublina, Radomia i Krakowa. W 1940 roku liczyła prawdopodobnie ok. 8000 zaprzysiężonych członków, posiadała kilkanaście karabinów maszynowych, kilka rusznic przeciwpancernych i ok. 4000 karabinów. Po upadku Francji, Rząd na emigracji polecił organizacjom konspiracyjnym w kraju połączenie wysiłku- TAP ściśle współpracowała ze Związkiem Walki Zbrojnej, a w 1941r. Tajna Armia Polska całkowicie podporządkowała się ZWZ.

W 1940 r. władze niemieckie zaczęły organizować na ziemiach polskich obozy koncentracyjne. Obok zastraszenia społeczeństwa chodziło również o uzyskanie darmowej siły roboczej i grabież mienia, oraz eksterminację więźniów. Aresztowania wśród żołnierzy Tajnej Armii Polskiej, osadzanie coraz większej liczby skazańców w obozie koncentracyjnym Auschwitz i rozszerzająca się jego zła sława w miarę zwiększania jego funkcji eksterminacyjnych - wpłynęły na decyzję Witolda Pileckiego, by się tam dobrowolnie udać. Zamiar ten zrealizował 19 września 1940 r. podczas łapanki na Żoliborzu, skąd pod nazwiskiem Tomasza Serafińskiego dostał się do Auschwitz jako więzień nr 4859. Nocą z 21 na 22 września1940 roku został przywieziony do obozu razem z tzw. II transportem warszawskim. W tym samym transporcie wywieziono do Auschwitz Władysława Bartoszewskiego. O nocy 21/22 września 1940 roku Pilecki napisał w raporcie z 1943:
"Około 10 wieczór pociąg się zatrzymał w jakimś miejscu i dalej już nie ruszył. Słychać było krzyki, wrzaski - otwieranie wagonów, ujadanie psów. [...] Oślepieni reflektorami, pchani, bici, kopani, szczuci psami, raptownie znaleźliśmy się w warunkach, w jakich wątpię, by ktoś z nas był kiedykolwiek. [...] Pędzono nas przed siebie, ku większej ilości skupionych świateł. W drodze kazano jednemu z nas biec do słupa w bok od drogi i zaraz w ślad za nim puszczono serie z p-ma. Zabito. Wyciągnięto z szeregu 10 przygodnych kolegów i zastrzelono w marszu z pistoletów na skutek odpowiedzialności solidarnej za "ucieczkę", którą zaaranżowali sami SS-mani. Wszystkich jedenastu ciągnięto na rzemieniach uwiązanych do jednej nogi. Drażniono krwawymi trupami psy i szczuto je na nich. Robiono to pod akompaniament śmiechu i kpin. Zbliżaliśmy się do bramy umieszczonej w ogrodzeniu z drutów, na której widniał napis: "Arbeit macht frei" Później dopiero nauczyliśmy się go dobrze rozumieć. [...]W ciągu paru dni czułem się oszołomiony i jakby przerzucony na inną planetę. Wpędzenie nas w nocy kolbami esesmanów za druty, na teren oświetlony reflektorami - przebiegamy przez niesamowicie roześmianych, wrzeszczących "capów," porządkujących szeregi nasze drągami, mających zielone i czerwone łatki w miejscach, gdzie wiesza się ordery, wśród dzikich chichotów i żartów dobijających chorych i słabych lub tego, kto miał nieostrożność powiedzieć, że był sędzią lub jest księdzem - zrobiło na mnie wrażenie, że zamknięto nas w zakładzie dla obłąkanych. [...]Tu oddaliśmy wszystko w wielkie worki, do których odpowiednie przywiązano numery. Tu ostrzyżono nam włosy na głowie i na ciele, pokropiono trochę prawie zimną wodą. Tu wybito u mnie pierwsze dwa zęby za to, że numer ewidencyjny na tabliczce napisany niosłem w ręku, a nie w zębach. Dostałem w szczękę ciężkim drągiem. Wyplułem dwa zęby. Pociekło trochę krwi. [...]

W obozie zorganizował zalążki konspiracji obozowej, zbierał informacje dotyczące eksterminacji więźniów obozu i przesyłał je do Warszawy. Pierwszy meldunek dotarł do Warszawy w listopadzie 1940 roku, a w marcu 1941 r. został przekazany do Wielkiej Brytanii. Systematyczne relacje przekazywane przez Witolda Pileckiego stały się podstawą do ujawnienia prawdy o katordze oświęcimskiej. Po przekroczeniu bramy z napisem „Arbeit macht frei”, niezależnie od przygotowania i wyobrażeń, każdy przybyły przeżywał szok. Tak samo zareagował Witold Pilecki. Niewątpliwie już pierwsze chwile przekonały go, że trafił do „piekła na ziemi”. Obozowe przeżycia nie tylko nie załamały Pileckiego psychicznie, ale jakby dodatkowo mobilizowały do walki i do działania. Pierwsza grupa konspiracyjna, którą zawiązał wśród więźniów przywiezionych z Warszawy nosiła nazwę Tajnej Organizacji Wojskowej; tworzyły ją tzw. piątki. W miarę włączania kolejnych grup organizacji zmieniono nazwę na Związek Organizacji Wojskowych, który swoich żołnierzy miał we wszystkich komandach obozu oświęcimskiego. Następnym celem, jaki Pilecki postawił przed sobą było połączenie grup konspiracyjnych w Auschwitz i przygotowanie do powstania. Wobec obawy przed zdekonspirowaniem - z 26 na 27 kwietnia 1943 r. Witold Pilecki podjął udaną próbę ucieczki z Oświęcimia. 22 sierpnia 1943 roku dotarł do Warszawy. Chciał osobiście w Komendzie Głównej AK przedstawić sytuację w KL Auschwitz i uzyskać zgodę na akcję zbrojną i wyzwolenie więźniów. Jednak Generał “Bór” Komorowski uznał za celowe podjęcie takiego ryzyka tylko wtedy, gdyby Niemcy przeprowadzili natychmiastową, całkowitą eksterminację więźniów, z czym Pilecki po dokładnej, trzeźwej analizie sytuacji musiał się zgodzić.W 1944 r. coraz wyraźniej zdawano sobie sprawę, iż tereny kraju zostaną zajęte przez Armię Czerwoną, która dobrowolnie jej nie opuści. Okupację Polski przez ZSRR szacowano na 5-10 lat. Stworzono więc nową organizację podziemną, która miała uodpornić społeczeństwo na polityczną propagandę, oraz chronić osoby i instytucje polskie przed wrogą inwigilacją. Z założenia miała to być organizacja polityczno-wojskowa. Do pracy nad utworzeniem organizacji “NIE” - Niepodległość “Bór” Komorowski skierował płk. Augusta Fieldorfa ( słynnego “Nila”). W nowej organizacji rotmistrz Pilecki miał być odpowiedzialny za organizację planowania akcji bojowych. Dalszą pracę nad udoskonaleniem struktury “NIE” przerwało Powstanie Warszawskie. Brał w nim udział również Pilecki.Początkowo walczył nie ujawniając swojego stopnia wojskowego, dowodził Drugą Kompanią I Batalionu Zgrupowania Chrobry II na odcinku Aleje Jerozolimskie - wylot ulicy Żelaznej. Była to najbardziej wysunięta reduta powstania, której utrzymanie przez powstańców znacznie utrudniało Niemcom kwestię zaopatrzenia. Prasa podziemna nazwała rejon trzymany przez Pileckiego "najwspanialszym Bastionem Warszawy" „Redutą Witolda”. 5 października Witold Pilecki trafił do niewoli niemieckiej. Przebywał w oflagach Lamsdorf /Łambinowice/ i Murnau.Po opuszczeniu oflagu wstąpił do II Korpusu Polskich Sił Zbrojnych pod dowództwem gen. Władysława Andersa. W dniach 5 i 11 września 1945 odbył rozmowy z gen. Andersem, który zatwierdził jego powrót do Kraju.W grudniu 1945 roku wrócił do Polski jako Roman Jezierski. Jednym z podstawowych zadań, jakie otrzymał, było dokumentowanie zbrodni Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Mimo licznych próśb jego współpracowników wobec narastających podejrzeń o inwigilację, nie zdecydował się na opuszczenie Polski. 8 maja 1947 roku Witold Pilecki został aresztowany, wkrótce potem zatrzymano 23 osoby podejrzewane o współpracę z nim. Proces tzw. "grupy Pileckiego" trwał od 3 do 15 marca 1948 roku przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie. Rotmistrz Witold Pilecki został oskarżony o prowadzenie wywiadu na rzecz obcego mocarstwa oraz działania mające na celu organizowanie zbrojnego podziemia. Poddano go okrutnemu śledztwu. Podczas widzeniu z żoną, zmaltretowany powiedział: „Oświęcim to była igraszka”.Oskarżyciel zażądał dla niego kary śmierci i taki wyrok wydał skład sądzący. W uzasadnieniu wyroku nazwano Witolda Pileckiego "płatnym rezydentem wywiadu Andersa".

Pomimo próśb rodziny prezydent Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski. 25 maja 1948 r. o godzinie 21:30 w więzieniu na ul. Rakowieckiej 37 w Warszawie strzałem w tył głowy st. sierż. Piotr Śmietański zamordował Rotmistrza. Nigdy nie ustalono, gdzie został pochowany. Istnieje relacja więźnia, ks. Jana Stępnia: "Czekaliśmy w napięciu na ten moment. Gdy usłyszałem szept: "już idą", zbliżyłem się do okna razem z dwoma współwięźniami, którzy znali Witolda Pileckiego. Nie zapomnę tego widoku. Prowadzono dwóch skazanych. Pierwszy pojawił się Witold Pilecki. Miał usta zawiązane białą opaską. Prowadziło go pod ręce dwóch strażników. Ledwo dotykał stopami ziemi. I nie wiem czy był wtedy przytomny. Sprawiał wrażenie zupełnie omdlałego. A potem salwa".Wybitny historyk angielski, prof. Michael Foot zaliczył rtm. do sześciu najodważniejszych ludzi walczących w ruchu oporu podczas II wojny światowej.

Bohater Auschwitz i Powstania Warszawskiego, człowiek stanowiący heroiczny przykład oporu wobec Niemców, został rozstrzelany, a jego nazwisko trafiło na listę najbardziej ocenzurowanych. Na pół wieku bohater II wojny światowej zniknął z książek, gazet i programów telewizyjnych. Przez kilkadziesiąt lat wydawało się, że komunistyczne „imperium zła” zwyciężyło. Sprawa o którą walczył rtm. ostatecznie jednak zatriumfowała po 1989. Okazało się, że mimo usilnych starań komuniści nie zdołali wymazać ze społecznej pamięci ludzi, takich jak Witold Pilecki i jego towarzysze broni. Prawda o ich walce jest stopniowo przywracana. 26 lipca 2006 roku Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej Lech Kaczyński odznaczył pośmiertnie rotmistrza Witolda Pileckiego Orderem Orła Białego.

W uchwale, jaką w roku 2008 przyjął Senat Rzeczpospolitej Polskiej „w sprawie przywrócenia pamięci zbiorowej Polaków bohaterskiej postaci rotmistrza Witolda Pileckiego” czytamy: „całe życie Witolda Pileckiego jest wzorem, jak żyć i jak – jeśli trzeba – umierać za Ojczyznę. Pamięć o nim powinna być jednym z elementów budujących zbiorową tożsamość Polaków”.

Osoba rotmistrza przypomina, że dobro wspólne jest zobowiązaniem i wymaga czasem ofiar.

Sebasitan

22 lutego 2011

0
Nikt jeszcze nie ocenił tej publikacji. Bądź pierwszy
Twoja ocena: Brak