Skip to main content

Jak to z tą wolnością jest?

portret użytkownika paweł

Obejrzałem niedawno wywiad z jakimś urzędnikiem z kancelarii prezydenta Komorowskiego Bronisława. Dziennikarka chcąc go jakoś lekko bodnąć stwierdziła (mniejsza o kontekst): No, ale tamten polityk powiedział o panu, że..." itd... Na co ów urzędnik odrzekł: "Może mówić co chce, mamy przecież wolny kraj...".

Pojęcie "wolny kraj" w ustach wieloletniego przedstawiciela "nowej szlachty" jest już tak wyświechtane, że mało kto zastanawia się, jak to właściwie z tą wolnością u nas jest. Czy rzeczywiście mamy wolny kraj? Pierwsza odpowiedź jaka mi się nasuwa to: wolne, ale żarty... Niedawno komentator TVN24, red. Pałasiński sypnął się mówiąc o Białorusi: "Ale co my możemy zrobić, Białoruś to w końcu suwerenny kraj, a nie jakiś protektorat rosyjski czy unijny". Tak więc ustami czołowego komentatora czołowej stacji telewizyjnej odpowiedzieliśmy sobie na pytanie o "wolny kraj".

Teraz druga kwestia: czy panuje u nas wolność?

Właśnie od stycznia 2011 roku podwyższono podatek VAT do 23 procent. Dotychczas obowiązywała 22 procentowa stawka, a na niektóre towary 7-procentowa, a nawet 0-wa. Oznacza to, że nakładając wyższy podatek o 1 proc. rząd wyrwał nam kolejny 1 procent wolności. Generalnie, skala opodatkowania świadczy o tym w jakiej części jesteśmy wolni. Najniższa stawka podatku dochodowego, 18 proc. oznacza, że rząd zabiera nam 18 proc. wolności, 30 procent oznacza, że 30 proc. wolności itd... Biorąc pod uwagę jeszcze inne haracze na państwo wychodzi, że rządowi oddajemy bez mała połowę naszych dochodów, a to znaczy, że połowa naszej wolności jest nam pod przymusem wyrywana przez rząd. Zgoda, nie ma absolutnej wolności na tym świecie. Ludzie oddają część wolności w formie podatków, lecz w zamian oczekują od państwa skuteczności w świadczeniu pewnych usług. Jak to u nas wygląda - szkoda gadać. Kradnie nam się wolność dając w zamian chłam w każdej sferze, którą zajmuje się w III RP państwo.

Nakładanie koncesji, wysokich podatków, wzrost biurokracji utrudniającej życie, coraz to nowe ograniczenia, nakazy i zakazy świadczą o tym, że słowa wysokiego urzędnika kancelarii prezydenta Komorowskiego Bronisława o tym, że "mamy wolny kraj" warte są tyle, co zeszłoroczny śnieg. Ot, po prostu kolejne kłamstewko typowego przedstawiciela "nowej szlachty". Oni już chyba nawet nie wiedzą kiedy mówią prawdę a kiedy kłamią...

W jednej dziedzinie istotnie mamy wolność... W pornografii. Choć jej natarczywe eksponowanie w kioskach jest zabronione, państwo, które notorycznie i pod groźbą więzienia okrada nas z wolności, jakoś z takim problemem nie potrafi sobie poradzić.

Paweł Sztąberek: http://www.kapitalizm.republika.pl

8 lutego 2011

0
Nikt jeszcze nie ocenił tej publikacji. Bądź pierwszy
Twoja ocena: Brak

Według tego urzędnika

portret użytkownika witold k

Według tego urzędnika – tak mniemam, wolny kraj to takie dziadostwo (dziki kraj), które nie pozwala wziąć za pysk tego co warzył się powiedzieć co mu ślina na język... Ale już nie długo... namierzą w 48 godzin i w łeb. Wolny kraj to także możliwość pogadania sobie np. o tym, że podatek jest za wysoki... powiedzieć sobie można, jeno zrobić z tym nic nie można. No chyba, że ma się ustawę stosownie załatwiającą interes.

witold k

Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.