Skip to main content

Sprawa Trynkiewicza: amnestia dla „szatana z Piotrkowa” była niezgodna z prawem

portret użytkownika paweł

Polska ma nowego bohatera. W cudzysłowie oczywiście, ale jednak. Czy jest w Polsce ktoś, kto, dzięki niezawodnym jak zwykle mediom, nie wiedziałby kim jest Mariusz Trynkiewicz? Zakładając, że każdy wie, przejdę do meritum.

Nie da się jednoznacznie stwierdzić, kto odpowiada za wprowadzenie moratorium na wykonywanie kary śmierci. Stało się to w 1988 roku za rządów premiera Mieczysława Rakowskiego. Kto wie, być może komuniści, obawiając się, że „transformacja” wymknie się spod kontroli wprowadzili to moratorium głównie ze względu na siebie. 7 grudnia 1989 roku ogłoszono natomiast ustawę o amnestii. To właśnie rzekomo na jej mocy zamieniono Mariuszowi Trynkiewiczowi karę śmierci na obowiązującą wówczas w kodeksie karnym karę 25 lat więzienia. Ale czy musiano to zrobić?

Zatrzymajmy się na chwilę na ustawie o amnestii, gdyż ona jest tu kluczowa. Otóż w art. 7 określa ona w jakich przypadkach nie ma ona zastosowania. Przeczytajmy fragment tego artykułu: „Ustawy nie stosuje się: 1). do sprawców skazanych w warunkach określonych w art. 60 & 2 Kodeksu karnego; 2). do przestępstw określonych w artykule 148 & 1, art. 145 & 3 w związku z paragrafem drugim tego artykułu, jeśli następstwem czynu jest śmierć człowieka, oraz w art. 168 & 2, art. 184, art. 208 i art. 210 Kodeksu karnego”.
Źródło: Ustawa o amnestii z 1989 roku

Źródło: Ustawa o amnestii z 1989 roku

Lektura art. 148 Kodeksu karnego obowiązującego latach 1969 – 1998 nie pozostawia żadnych wątpliwości. A w punkcie 1 brzmi on następująco: „Kto zabija człowieka, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od 8 lat albo karze śmierci”.

Źródło: Kodeks karny obowiązujący w latach 1969-1998

Źródło: Kodeks karny obowiązujący w latach 1969-1998

Okazuje się zatem, że w przypadku Mariusza Trynkiewicza nie tylko nie było konieczności obejmowania go amnestią i zamieniania mu kary śmierci na 25 lat więzienia, ale nawet nie wolno było tego zrobić. Jeśli więc dobrze interpretuję ówczesne przepisy, oznacza to, że ten, kto podjął w 1989 roku decyzję w sprawie „szatana z Piotrkowa” złamał prawo. Mariusz Trynkiewicz mógł, a nawet musiał, nadal przebywać w więzieniu będąc skazanym na karę śmierci (z powodu moratorium nie wykonaną), a po jej całkowitym zniesieniu w 1998 roku – przejść na dożywocie.

Ktoś najwyraźniej pospieszył się z amnestią dla mordercy czwórki dzieci i ktoś zbyt szybko zamienił karę główną na 25-letnią odsiadkę. Potwierdza to zresztą były przewodniczący III Wydziału Karnego Sądu (wówczas jeszcze) Wojewódzkiego w Piotrkowie Trybunalskim, sędzia Bogusław Moraczewski. W 1997 roku przeprowadziłem z nim wywiad, podczas którego tak właśnie powiedział. Pytanie, co takiego się stało, bądź też kto spowodował, że sprawy przybrały dla Mariusza Trynkiewicza tak pomyślny przebieg? Myślę, że to ciekawe zadanie dla „dziennikarzy śledczych”, również tych z Polsatu, najwięcej w tej sprawie krzyczących. Na pewno o wiele ciekawsze niż ekscytowanie się faktem, dlaczego „szatan z Piotrkowa” malował w więzieniu obrazki świętych. Tylko czekać, jak już wkrótce Mariusz Trynkiewicz zacznie być w mediach przedstawiany jako niezwykle wrażliwy artysta, a jego obrazy osiągać zaczną na aukcjach zawrotne ceny.

Polecam fragment rozmowy z sędzią Moraczewskim, przeprowadzonej 17 lat temu, a dotyczący sprawy Mariusza Trynkiewicza. Pozostawiam go bez dalszego komentarza, gdyż ten – jak widać – dopisuje samo życie…

* * *

Fragment rozmowy z byłym Przewodniczącym III Wydziału Sądu Karnego Sądu Wojewódzkiego w Piotrkowie Trybunalskim, sędzią Bogusławem Moraczewskim. Ukazał się on w miesięczniku „Czas Piotrkowski” z lutego 1997 r.

„(…) Mieszkańców Piotrkowa, ale nie tylko, bulwersowała przed kilku laty sprawa zamordowania przez młodego nauczyciela czwórki dzieci. Czy prawdziwe są plotki, od czasu do czasu krążące po mieście, że sprawca, Mariusz Trynkiewicz był wypuszczany na przepustki z zakładu karnego?

Ja to nawet spotkałem takich ludzi, którzy twierdzili, że go w Piotrkowie widzieli. Z akt jednak to ni wynika. Nieraz ludzie rządni są sensacji, może pomylili go z kimś innym, czasami chcą zaimponować swoją wiedzą…

Czy pan Trynkiewicz starał się o przepustki?

Tego nie wiem ponieważ ta sprawa nie podlega naszej jurysdykcji. Decyzję w tej sprawie podjąć by musiał sąd penitencjarny właściwy dla okręgu, w którym odbywa on karę. Gdyby pan Trynkiewicz przebywał na naszym terenie, to wówczas my podejmowalibyśmy decyzję. Pan Trynkiewicz przebywa bodajże w Zakładzie Karnym w Sieradzu.

Wobec tego niekoniecznie musi Pan wiedzieć czy Trynkiewicz otrzymywał przepustki?

Oczywiście nie muszę tego wiedzieć i tego nie wiem.

Czyli w stu procentach nie jest Pan pewny, że zabójca czwórki dzieci z Piotrkowa nie wychodził na przepustki?

Przepisy zezwalają na to, żeby on mógł skorzystać z różnego rodzaju wyjść z Zakładu Karnego, np. przepustki nagrodowej, przepustki na pogrzeb członka rodziny, ślub czy inną uroczystość. Ja sam osobiście wydałem jednemu skazanemu przepustkę na uczestniczenie w komunii swojego chrześniaka. Przy czym był on czasy czas na tej uroczystości pod eskortą funkcjonariuszy służby więziennej i po jej zakończeniu od razu wrócił do więzienia. Nie można więc powiedzieć, że jeśli ktoś jest zatwardziałym kryminalistą, wielokrotnie był skazywany to nie można mu dać przepustki. To też jest jakiś rodzaj sprawdzania tego skazanego. Podzielam jednak pana oburzenie, jak i całej opinii publicznej wynikające z tego, że niektórzy skazani wykorzystują przepustki do dokonywania kolejnych przestępstw. Mało tego, w niektórych sprawach był to nawet niezły sposób na przestępstwo. Taki skazany wychodzi, powiedzmy z Płocka, przyjeżdża do Piotrkowa, dokonuje rozboju i punktualnie wraca do Płocka. Świetne alibi. Czy jednak z faktu, że takie przypadki się zdarzają należy każdemu skazanemu odmówić przepustki?

Są jednak przypadki bardziej bulwersujące i mniej bulwersujące. Wiadomo, że drobny złodziejaszek to nie to samo co wyrachowany morderca… Gdy inny, siedmiokrotny zabójca z podpiotrkowskiego Sulejowa, Henryk Moruś – skazany nota bene na karę śmierci – zwróci się za kilka lub kilkanaście lat z prośbą o warunkowe zwolnienie, czy je otrzyma?

Uważam, że nie powinien. Jednak jest to mój osobisty pogląd.

Cz jest Pan za utrzymaniem i wykonywaniem kary śmierci?

Jest to najgorsze pytanie jakie mógł pan zadać. Odpowiem może w ten sposób: nie jestem ani zwolennikiem ani przeciwnikiem klary śmierci. W dyskusji na temat kary śmierci często używa się np. autorytetu Kościoła. W Nowym Katechizmie oraz e Encyklice „Gaudium Vitae” zawarte są trzy przypadki, gdzie uzasadnione jest pozbawienie życia innego człowieka. Jest to: działanie w obronie własnej, drugi przypadek jest związany z wojną obrończą, a trzeci – sprawiedliwy wyrok. Nie mogę powiedzieć, że jestem zwolennikiem kary śmierci, jak również nie mogę powiedzieć, że jestem jej przeciwnikiem, jednak jako sędzia mogę powiedzieć jedno: jeżeli ta kara jest to ja mam obowiązek rozważenia jej zastosowania, choć wolałbym tego nie robić jako człowiek. Jeśli ktoś się decyduje być sędzią i orzeka w sprawach karnych to musi liczyć się ze wszystkimi konsekwencjami, nawet z konsekwencjami związanymi z pewnymi rozterkami moralnymi. Komfortową sytuacją byłoby dożywocie. Gdy Moruś* i Trynkiewicz byli sądzeni nie było jeszcze dożywocia. Wówczas był wybór między karą śmierci a karą 25 lat pozbawienia wolności, która zarówno w stosunku do jednego jak i drugiego była karą rażąco łagodną. Jest to mój prywatny pogląd. Przypomnę zresztą, że przez piotrkowski Sąd Trynkiewicz skazany został na karę śmierci. To ustawa uwolniła go od tej kary, chociaż nie było takiej potrzeby (wytłuszczenie red. Prokapa). Bo to, że ktoś jest skazany na karę śmierci wcale jeszcze nie oznacza, że ta kara zostanie wykonana, bo prezydent ma ustawowe uprawnienie skorzystać bądź nie z prawa łaski. Wniosek ten natomiast leżeć może u prezydenta bardzo długo i nawet prezydenci mogą się zmienić (….)”.

Paweł Sztąberek

Cały wywiad ukazał się w miesięczniku „Czas Piotrkowski”, nr 28/1997

*Henryk Moruś – seryjny morderca z Sulejowa k/Piotrkowa Trybunalskiego. Na początku lat 90-tych ub. wieku skazany na karę śmierci już w czasie gdy obowiązywało moratorium na jej wykonywanie. Kara ta nigdy nie została wykonana, a po jej zniesieniu została zamieniona na karę dożywotniego więzienia (co stanowi kolejny dowód na to, że Trynkiewicz, gdyby tylko ktoś się nie pospieszył, nie musiał dostać 25 lat). Henryk Moruś zmarł kilka miesięcy temu w więzieniu.

Paweł Sztąberek: http://prokapitalizm.pl

13 stycznia 2014

3.666665
Ocena: 3.7 (6 głosów)
Twoja ocena: Brak