Skip to main content

Święto Podwyższenia Krzyża Świętego

portret użytkownika Forum Ruchów Katolickich
krzyz.jpg

14 września 2013 r. – Święto Podwyższenia Krzyża Świętego
Posted: 13 Sep 2013 01:57 PM PDT
Lb 21,4b–9
Flp 2,6–11
J 3,13–17

Zazwyczaj, kiedy się myśli o krzyżu, myślimy o cierpieniu. Takie jest nasze dzisiejsze skojarzenie. Nie jest to oczywiste i nie tak było w początkach chrześcijaństwa, i nie o to chodzi przy święcie „Podwyższenia Krzyża”. Gdyby spojrzeć historycznie, zauważymy, że krzyż nie był czczony od początku chrześcijaństwa, a pasyjka na nim pokazała się jeszcze później, dopiero w stylu romańskim, i to w postaci Chrystusa królującego. Gotyk, czyli późne średniowiecze, zaczęło przedstawiać umęczoną postać Chrystusa. W tym czasie powstaje także nabożeństwo drogi krzyżowej. Później akcent na cierpienie i śmierć nasila się, szczególnie w okresie baroku. Wtedy także powstają „gorzkie żale”. I tak właściwie do dzisiaj w świadomości wiernych krzyż kojarzy się z cierpieniem.

Co innego mówią dzisiejsze czytania. Właściwie nie ma mowy o cierpieniu. Jedyną aluzję do cierpienia Chrystusa można by widzieć w hymnie o kenozie Chrystusa w Flp 2,8. Jeżeli szukamy jednego motywu dominującego, to jest nim wywyższenie. Tak było na pustyni z miedzianym wężem. Chrystus, nawiązując do tego wydarzenia, mówi Nikodemowi o konieczności wywyższenia Syna Człowieczego. W hymnie o kenozie cała dynamika polega na uniżeniu się aż do ludzkiej śmierci na krzyżu, przez co Bóg wywyższa Chrystusa, dając Mu imię ponad wszelkie imię.

Najbardziej jednak zdumiewające w pierwszym czytaniu jest to, że ludzie otrzymują uzdrowienie dzięki zwykłemu spojrzeniu. Bóg daje im nie to, czego chcą (usunięcia wężów), ale znak węża i dar uzdrowienia przez proste spojrzenie. Nie przez wykonanie jakiejś czynności jak obmycie, namaszczenie, wykonanie jakichś magicznych znaków, zaklęć ani przez złożenie ofiary itd., ale przez zwykłe spojrzenie, które nic nie kosztuje, od którego w porządku naturalnym niczego człowiek nie może oczekiwać. Jest to znak, który daje do myślenia: to czysty dar, bez jakichś szczególnych wymagań – zwykłe spojrzenie, w którym ukryta jest wiara granicząca z oczywistością.

Ludziom wówczas wystarczyło to, że zostali uzdrowieni. Gdy minął czas zagrożenia, znak przestał być ważny. Ale nakaz Boży był słowem Boga, które jest zawsze na Jego miarę, a nie na miarę człowieka. Zawiera ono coś o wiele większego, niż mieści się to w horyzoncie ludzkiego myślenia. Okazuje się, że był to znak przyszłego całkowitego uzdrowienia, który uzyskał swoje dopełnienie w krzyżu Chrystusa i dlatego dopiero w jego perspektywie jest widoczny.

List do Filipian odsłania Boży zamysł leżący u źródeł tego znaku. Chrystus nie trzymał się przysługującemu Mu z natury statusu Boskiej formy istnienia, ale w całkowicie wolnym geście „uniżył samego siebie”, przyjął postać sługi, stając się jednym z ludzi.

Ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi (…) uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej (Flp 2,7.8).

Śmierć na krzyżu stała się znakiem największego uniżenia, niejako pieczęcią tego uniżenia. Podczas ostatniej uczty Pan Jezus „umiłował swoich aż do końca” i wziął prześcieradło, opasał się nim i zaczął umywać nogi uczniom. Ten gest był znakiem owego uniżenia do końca. Krzyż pieczętuje Jego ludzkie uniżenie. Nie był już jedynie symbolicznym gestem, ale faktycznym poddaniem się całkowitemu ogołoceniu i poniżeniu. Pan Jezus przyjął w ten sposób na siebie całą konsekwencję ludzkiego życia. Gdyby nie cierpiał, to niektórzy mogliby Mu zarzucać, że wybrał wygodną „ludzką drogę”. Krzyż obala wszelkie tego typu zarzuty. W tekście hymnu św. Pawła akcent pada jednak na „posłuszeństwo”, a krzyż jest jedynie jego potwierdzeniem i niejako miarą. Owo posłuszeństwo stało się wyrazem bezinteresownej miłości Syna Bożego do ludzi, a w Nim miłości Boga do świata. I to jest najważniejsze.

W Ewangelii Pan Jezus, nawiązując do pierwszego czytania, mówi o takim samym darmowym geście Boga w stosunku do człowieka: aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne (J 3,16). Znowu nie potrzeba wielkich czynów, nadzwyczajnych wysiłków, nie potrzeba się wykazać czymś szczególnym przed Bogiem. Potrzebny jest prosty gest wiary, spojrzenia z wiarą. To wystarczy, bo miłość Boga do człowieka jest ogromna:

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, aby świat został przez Niego zbawiony (J 3,16n).

Krzyż pojawia się jako znak tej miłości. Jest on dowodem miłości do końca. Sam Pan powiedział: nikt nie ma większej miłości nad tę, gdy ktoś oddaje życie za przyjaciół swoich (J 15,13). To uczynił i pragnie, aby tak został zrozumiany Jego krzyż.

Trzeba ten czyn widzieć w kontekście grzechu człowieka. Istota grzechu polega na zwątpieniu w bezinteresowną miłość Boga. Szatan powiedział do Ewy: na pewno nie umrzecie, ale wie Bóg, że jeżeli spożyjecie… to podobnie jak Bóg będziecie znali dobro i zło (tj. wszystko) (Rz 3,4.5). Człowiek zwątpił w miłość Boga i w ten sposób zamknął się w swojej samotności, niepewności – szukając pewności na zewnętrz, w przedmiotowym podejściu do świata i innych osób. Bóg został przez niego „wyrzucony na zewnątrz”, stał się „kimś obcym”, przed kim trzeba się wykazać, kimś, od kogo można coś otrzymać lub coś stracić. Zarówno pierwsze czytanie, jak i Ewangelia mówią o prostocie spojrzenia z wiarą, o przywróceniu pierwotnej prostoty więzi zawierzenia. Przypomina się tutaj wypowiedź Jezusa: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci (dosłownie niemowlęta), nie wejdziecie do królestwa niebieskiego (Mt 18,3). Krzyż jest znakiem miary miłości Bożej zadającym kłam szatańskiej pokusie. Jest jednocześnie dany jako czysty dar, znak całkowitego uzdrowienia, które się dokonuje w nas przez „spojrzenie z wiarą”, dziecięcy znak zawierzenia.

Rozważania pochodzą z książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”

14 września 2013

0
Nikt jeszcze nie ocenił tej publikacji. Bądź pierwszy
Twoja ocena: Brak
Grupy robocze: