Skip to main content

Europo: ratuj Rumunię!

portret użytkownika Admin
przystawa_j1_01.jpg

I wcale nie dlatego, że Rumunia, jak wiele innych krajów UE jest zadłużona poza granice możliwości i trzeba ją ratować niczym Grecję czy Hiszpanię, bo niedawno wprowadzono tam plan oszczędnościowy Międzynarodowego Funduszu Walutowego i finanse Rumunii wyglądają, chwilowo przynajmniej, jakby były pod kontrolą. Kłopot w tym, że te drakońskie środki doprowadziły do upadku dwu kolejnych rządów, a na ich miejsce Parlament powołał rząd Victora Ponty, który od razu skręcił w jakieś antyeuropejskie dewiacje i, nie licząc się z europejskimi kryteriami poprawności politycznej, podjął działania, które nie mieszczą się w cywilizowanych głowach.

Zbrodnia Ponty

Ponta objął urząd premiera 12 maja 2012, ale w ciągu zaledwie 10 dni doprowadził do rzeczy niesłychanej: 22 maja 2012, po burzliwej debacie, Izba Niższa większością 180 głosów, przy zaledwie 30 głosach sprzeciwu (Izba Deputowanych liczy aktualnie 334 posłów), uchwaliła nowe prawo wyborcze, wprowadzając 100% okręgów jednomandatowych (uninominale!) i wybory tylko w jednej turze, a więc swego rodzaju kopię brytyjskiego First-Past-The-Post.

Ta niesłychana bezczelność prawodawców rumuńskich odebrała głos wybitnym komentatorom politycznym, a media europejskie, od Kanału Brytyjskiego po Bug, przykryły ten wybryk zasłoną milczenia. W prasie europejskiej nie znajdujemy nie tylko komentarzy, ale nawet prostej informacji o tej niesamowitej zmianie ustrojowej, jaką bez uprzedzenia postanowił w Rumunii przeprowadzić rząd Victora Ponty. W samej tylko Rumunii do ataku przystąpiła opozycja, na czele z urzędującym prezydentem Traianem Basescu. Według rumuńskiej konstytucji do zatwierdzenia nowego prawa, konieczny jest podpis prezydenta, a ten zapowiedział, że poprze skargę do Trybunału Konstytucyjnego i poczeka na jego werdykt. Ta postawa Traiana Basescu ma prawo wywoływać zdziwienie, pamiętamy bowiem, jak jeszcze 5 lat temu, ten sam Basescu, prowadził wielką kampanię o wybory w jednomandatowych okręgach wyborczych i nawet zarządził w tej sprawie referendum. Zjednoczone przeciwko prezydentowi partie polityczne doprowadziły wtedy do porażki Basescu. Referendum , z powodu braku quorum, nie udało się, a Parlament wprowadził wtedy prawo wyborcze na wzór niemiecki z 5% progiem wyborczym. Teraz nastąpiła nieoczekiwana zmiana miejsc: Parlament uchwala JOW (w systemie brytyjskim), a Prezydent staje na czele sprzeciwu. Opozycja nie oszczędza rządu: od początku głosi, że nowa ustawa to cios w demokrację, że to droga do anarchii i dyktatury, podeptanie świętych zasad proporcjonalności i sprawiedliwości. Uczeni politolodzy piszą, że Rumunia zrobiła krok wstecz. Dziwi się temu Crin Antonescu, obecny szef Senatu: Jest to system wyborczy sprawdzony w praktyce, najlepszym przykładem jest Wielka Brytania i mam nadzieję, że nikt nie kwestionuje solidności brytyjskiej demokracji.

Atak Basescu

Naturalnie, trudno wprost i głośno atakować Wielką Brytanię, że jej ustrój jest niedemokratyczny, ale siły przeciwne są potężne. Wykorzystują więc najpierw sprawdzoną drogę dezawuowania i kompromitacji propagatorów ustawy. 15-16 czerwca Traian Basescu oświadcza w telewizji, że Victor Ponta jest złodziejem i plagiatorem, który przed laty zerżnął od innych swoją pracę doktorską. Już 18 czerwca, prestiżowe pismo naukowe, „Nature” publikuje doniesienie o plagiacie, powołując się na anonimowe źródła. Zgorszona opinia publiczna całego cywilizowanego świata z oburzeniem reaguje na te wiadomości. Nawet polskie media, które nie poświęciły słowa ordynacji wyborczej, teraz dołączają do chóru potępienia premiera Rumunii. Przypadkowo, jakby nigdy nic, w nocy z 19 na 20 czerwca, pod willę Adriana Nastase, podjeżdżają policjanci i w blasku kamer telewizyjnych i kompanii dziennikarzy, aresztują byłego premiera i, trzeba trafu, akurat promotora inkryminowanej pracy doktorskiej Ponty. Podobno Nastase usiłuje popełnić samobójstwo, ale po całonocnej operacji zostaje odratowany. W Unii Europejskiej nie pojawiają się głosy oburzenia, jak w przypadku Julii Timoszenko, pomimo że Nastase, w odróżnieniu od pięknej Ukrainki, był premierem państwa UE.

27 czerwca, Trybunał Konstytucyjny, jednomyślnie odrzuca nowe prawo wyborcze. Jeśli wierzyć środkom przekazu (nie znam pełnego tekstu orzeczenia), to za główną obrazę Konstytucji uznano zlikwidowanie 5% progu wyborczego! Polskie media triumfalnie donoszą, że Trybunał Konstytucyjny odrzucił PRORZĄDOWĄ ordynacje wyborczą! Dosłownie tak: pojawiła się nowa wartość w politologii, ordynacja prorządowa. Nikt nie wspomina, że tą prorządową ordynacją od ponad 200 lat posługuje się Wielka Brytania, USA, Kanada etc i jakoś rządy się w tych krajach regularnie zmieniają, mniej więcej co drugie wybory!

Kontra Ponty

Zniesławiony, opluty przez całą cywilizowaną Europę, Victor Ponta nie składa broni. W ciągu kilku dni udaje mu się doprowadzić do wymiany przewodniczących obu izb parlamentarnych, na stanowisko szefa Senatu wprowadza swojego sojusznika Crina Antonescu. Usiłuje też doprowadzić do zmiany składu Trybunału Konstytucyjnego i ograniczenia jego możliwości wpływania na proces legislacyjny. Wymienia też Rzecznika Praw Obywatelskich i szefów wielu innych wpływowych instytucji, jak np. Instytutu Kultury Rumuńskiej. Wreszcie wczoraj, w piątek 7 lipca, Parlament Rumuński zawiesza Traiana Basescu na urzędzie prezydenta i rozpoczyna procedurę impeachmentu. Konstytucja Rumunii wymaga do usunięcia prezydenta z urzędu, przeprowadzenia w ciągu 30 dni referendum państwowego. Parlament ustala też od razu datę tego referendum: odbędzie się ono 29 lipca. W tej błyskawicznej akcji polityczno-konstytucyjnej Victor Ponta doprowadził też do zmiany ustawy o referendum: według nowej ustawy do ważności referendum nie jest już potrzebne żadne quorum! Komentatorzy polityczni, w Rumunii i poza nią, nie wróżą Basescu zwycięstwa.

Zgodny, europejski chór potępienia

Tak, jak europejska opinia publiczna starannie przykryła milczeniem wprowadzenie w Rumunii JOW, tak od wczoraj europejskie (ale nie tylko!) serwisy informacyjne przepełnione są słowami potępienia dla działań rumuńskiego premiera. Unio! Ratuj! Nie możesz biernie przyglądać się temu, co się dzieje w Rumunii! Nieoceniona, zawsze czujna, „Gazeta Wyborcza” pociesza nas wielkim tytułem Europa przypilnuje Rumunii. Wypowiedziała się już Komisja Europejska: KE jest zaniepokojona wydarzeniami w Rumunii, szczególnie zmniejszeniem roli niezależnych instytucji, jak sąd konstytucyjny… Najbardziej oburzająca jest niedawna decyzja rządu o ograniczeniu prawa sądu konstytucyjnego do opiniowania decyzji parlamentu (cytuję za „GW”). Wypowiedziały się już główne niemieckie gazety i niezawodna zawsze w obronie demokracji Angela Merkel. Szef Rumuńskiego Centrum Polityki Europejskiej ostrzega: Nie będziemy drugą Białorusią, ale kraj na długie miesiące pogrąży się w politycznym i ekonomicznym chaosie. Ponta, zdaniem tego znawcy, to drugi Orban, a celem tych wszystkich działań premiera jest zabezpieczenia otwartej drogi do… korupcji! Chce po prostu zneutralizować instytucje zwalczające korupcję!

I już tylko za pewną ciekawostkę możemy uznać fakt, że w tym demokratycznym klangorze potępienia rumuńskiego premiera, nie pojawia się nigdzie sprawa, od której cała ta niebywała awantura się zaczęła: wprowadzenie brytyjskiego systemu wyborczego w wyborach do Parlamentu Rumunii! Tak jak zawsze w demokracjach: najważniejsze jest nie to, o czym się mówi i pisze, tylko to, o czym się nie pisze i nie mówi.

Jerzy Przystawa: www.jow.pl

7 lipca 2012

0
Nikt jeszcze nie ocenił tej publikacji. Bądź pierwszy
Twoja ocena: Brak