Skip to main content

W obronie Władysława Deringa

portret użytkownika Jacek Łukasik

W obronie Władysława Deringa

Po wojnie wielu byłych więźniów KL Auschwitz twierdziło, że zawdzięczają mu życie, inni z kolei oskarżali go jako więźnia-lekarza o zbrodniczą działalność. Wysuwano również wobec niego zupełnie bezpodstawne zarzuty jakoby rzekomo miał zabijać więźniów zastrzykami z fenolu w serce oraz brać udział w selekcjach do komór gazowych. https://marucha.wordpress.com/wp-content/uploads/2026/05/auschwitz-51.jp...
Kpt. dr Władysław Dering pozostawił po sobie obszerne wspomnienia, których dotychczas nie opublikowano. Na jego temat w ten sposób wypowiedział się Władysław Bartoszewski (nr obozowy 4427): „Stawał co dzień przed strasznymi dylematami. Kogo ratować? Tego, co cierpi, czy tego, kto ma szansę przeżycia? (…) Wykonać rozkaz esesmana czy odmówić z pobudek moralnych i wydać na siebie wyrok śmierci? Tego nie rozstrzygnie w sposób jednoznaczny żaden ludzki sąd”.
W pierwszych miesiącach 1939 roku Władysława Deringa powołano rozkazem Ministerstwa Spraw Wojskowych na kilkutygodniowy kurs chirurgii polowej w Instytucie Chirurgii Urazowej w Warszawie. Wprawdzie z wykształcenia był ginekologiem-położnikiem, lecz opanował wiedzę i umiejętności z zakresu chirurgii w takim stopniu, iż w obliczu wojny mianowano go Komendantem Zespołu Chirurgicznego w Brześciu nad Bugiem i powołano do czynnej służby wojskowej . Na dwa dni przed wybuchem wojny otrzymał awans – jak sam pisze w swoich wspomnieniach – „na stopień kapitana”.
Po agresji Armii Czerwonej na wschodnie tereny Polski, 18 września 1939 roku, Dering dostał się do niewoli sowieckiej, z której udało mu się zbiec. Do Warszawy dotarł już 9 listopada 1939 roku, nawiązując kontakt z majorem Janem Włodarkiewiczem, który przekazał mu wiadomość o tworzeniu konspiracyjnej Tajnej Armii Polskiej. Dering wstąpił do tej tajnej organizacji, a jego zadaniem stało się utworzenie służby sanitarnej na wypadek walki zbrojnej.
W dniu 3 lipca 1940 roku Władysław Deringa został zatrzymany przez Niemców w swoim mieszkaniu w Warszawie. Do aresztowania przyczyniła się niestety mieszkająca u niego jego siostrzenica, która nazywała się Żurawska. Namówił ją do współpracy z okupantem jej narzeczony SS-Sturmbannführer o nazwisku Zazula, który przed wojną był jej kolegą i razem studiowali w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.
Jego aresztowanie nie doprowadziło do dalszych zatrzymań, ponieważ podczas przesłuchań w siedzibie gestapo w Alei Szucha nie zdradził nikogo. Po krótkim pobycie w więzieniu na Pawiaku, gdzie wkrótce umieszczono również jego żonę Krystynę Ossowską, wywieziono Deringa w pierwszym transporcie warszawskim do KL Auschwitz, dokąd przybył 15 sierpnia 1940 roku. Przez kilka pierwszych tygodni Władysław Dering – o czym szczegółowo pisze w swoich wspomnieniach – oznaczony numerem obozowym 1723, wykonywał w obozie najcięższe prace, m.in. nosił bardzo ciężkie betonowe krawężniki, z których inni więźniowie układali chodniki, ciągnął walec do ubijania ziemi, czy też czyścił doły kloaczne.
Niedostateczne wyżywienie, mordercza praca w połączrniu z fatalnymi warunkami sanitarno-mieszkaniowymi, ciągłymi szykanami i biciem ze strony esesmanów, doprowadziły go do skrajnego wyczerpania. Dering zapadł na krwiotoczne zapalenie kiszek i zemdlał w czasie pracy. Pomocy udzielili mu wówczas więźniowie-lekarze: Marian Dupont (nr 2186) i Edward Nowak (nr 447), którzy przez dwa tygodnie też opiekowali się nim w obozowym szpitalu.
Tam o umiejętnościach medycznych Władysława Deringa dowiedział się sam lekarz garnizonowy SS w KL Auschwitz, Max Popiersch, który zgodził się jesienią 1940 roku na to, aby podjął on pracę lekarza-więźnia. Jego zadaniem stało się utworzenie ambulatorium obozowego w bloku nr 28. Mimo lepszego wyżywienia i zwolnienia od uczestnictwa w apelach obozowych, praca w ambulatorium nie należała do łatwych. Częstokroć Dering w ciągu dnia musiał zbadać nawet 600 chorych, z czego tylko 20 mógł wybrać i skierować do szpitala obozowego, w którym brakowało lekarstw i środków opatrunkowych, a wyżywienie było jedynie głodowe.
Opiekę nad chorymi sprawowali często więźniowie-pielęgniarze, którym brakowało jakichkolwiek kwalifikacji lekarskich, czy nawet pielęgniarskich. Z kolei lekarze- byli zmuszeni ukrywać prawdziwe choroby więźniów, czy nawet wypisywać ciężko chorych wcześniej ze szpitala obozowego, aby uchronić ich przed skierowaniem przez lekarzy SS na uśmiercenie. Z powodu powiększającej się ciągle liczby więźniów, a także nasilenia się chorób zakaźnych, władze obozowe postanowiły nawey w drugiej połowie 1941 roku rozbudować i zreorganizować szpital więźniarski w KL Auschwitz, który mieścił się w blokach o numerach 19, 20, 21 i 2.
Dr Władysław Fejkiel (nr obozowy 5647) wspominał:
„Wówczas to władze obozowe poleciły Władysławowi Deringowi zorganizować oddział chirurgiczny i salę operacyjną. Oddział chirurgiczny pracował w warunkach dotąd chyba nieznanych w historii medycyny. Więźniowie-lekarze uzależnieni od swych gnębicieli, oficerów i podoficerów SS, zmuszeni byli nauczać ich chirurgii, a równocześnie kierować zabiegami, aby uchronić współwięźniów przed skutkami ewentualnego partactwa. Czasem trzeba było asystować przy zabiegach, które nie były konieczne, czy nawet nie wskazane. Operowali lekarze SS nie posiadający kwalifikacji. (…)
W czerwcu 1941 roku kierownikiem oddziału chirurgicznego został ginekolog Władysław Dering, również kształcony w chirurgii ogólnej. (…) Dering na parterze rozwinął na parterze oddział chirurgii czystej z salą operacyjną i sam go prowadził. Asystowali mu lekarze: Zbigniew Sobieszczański, Jan Grabczyński i Emil Igner. Narkozę najczęściej podawał Zenon Ławski. Porządku na sali operacyjnej pilnowali i zabiegi przygotowywali flegierzy: Jan Wolny, Aleksander Górecki i Józef Panasewicz. (…) Na piętrze zorganizowano oddział chirurgii tzw. brudnej (ropnej). Kierował nim Wilhelm Türschmied, później Jan Grabczyński, przy pomocy Szczepana Kruczka, Stanisława Wrony-Merskiego, Stefana Żabickiego i innych”.
https://marucha.wordpress.com/wp-content/uploads/2026/05/cyra-19-11.jpg?...
Władysław Dering jako kierownik tego oddziału, a od jesieni 1943 roku Lagerältester (starszy obozu) szpitala więźniarskiego, przeprowadził wiele zabiegów i operacji chirurgicznych, ratując życie więźniów. Starał się także ocalić ich od śmierci podczas wybierania chorych do komór gazowych w Birkenau, przeprowadzanych w szpitalu obozowym przez lekarzy SS. „Ratował on setki ludzi przed transportami na wyniszczenie, ukrywając ich w izbie chorych. Przed każdą selekcją do gazowania, o której wcześniej się dowiadywał, ukrywał różnymi sposobami ludzi, przenosząc ich z sali na salę lub zwalniając na obóz” – relacjonował były więzień Roman Taul (nr 1108).
Z kolei Tadeusz Szymański (nr 20034) przeżył pobyt w obozie właśnie dzięki zastrzykom przeciwtyfusowym, wstrzykniętym mu, za wiedzą Deringa. „Nadto wiem, że jako bardzo dobry chirurg dr Dering wykonał szereg udanych operacji więźniom Polakom. Operacji dokonywał w godzinach wieczornych, gdyż w tym czasie nie było żadnego lekarza SS na terenie obozu” – wspominał Szymański, który po wojnie był kustoszem w Muzeum Auschwitz-Birkenau.
Władysław Dering aktywnie działał również w konspiracji więźniarskiej i był jednym z pierwszych, którzy weszli do tworzonej przez rotmistrza Witolda Pileckiego w obozie potajemnej Organizacji Wojskowej. Zachowały się świadectwa Pileckiego, w których ten stwierdza, że najczęściej stosowanym środkiem pozyskania zaufania Niemców było „głośne ruganie” współwięźniów, co paradoksalnie stało się jednym z powodów wysuwania po wojnie wobec niego zarzutów.
Rotmistrz Witold Pilecki tak o nim napisał:
„Stwierdzam, że prowadząc pracę konspiracyjno-wojskową (…) na terenie obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu znałem dr. Władysława Deringa jako jednego z pracowników wymienionej organizacji ze strony jak najlepszej. Dr Dering (…) był przeze mnie tam zaprzysiężony i dostał rozkaz opanowania sytuacji w miejscowym szpitalu (Krankenbau. Praca była trudna, którą jednak dr Dering wykonywał przez trzy lata bardzo dobrze i po oponowaniu sytuacji w szpitalu był jednym z filarów naszej organizacji. Z konieczności na zewnątrz jednak musiał mieć sylwetkę, która mogłaby się nie podobać poszczególnym niewtajemniczonym w naszą pracę ludziom”.
W 1943 roku zmuszono Władysława Deringa wraz z kilkoma innymi więźniami-lekarzami do operowania więźniów żydowskich, którzy wcześniej byli poddani przez lekarzy SS eksperymentom sterylizacyjnym, o czym tak dr pisze w swoich wspomnieniach:
„Po południu Schumann wrócił do szpitala z lekarzem naczelnym Entressem i wezwali mnie do Arztzimmer – pokoju lekarza, Entress jako mój bezpośredni przełożony oświadczył mi, że z rozkazu głównego komendanta oddaje salę operacyjną wraz z całym personelem do dyspozycji dr. Schumanna, który ma tu przeprowadzić „specjalne” zadania.
Wtedy Schumann zabrał głos. „Chciałem uwzględnić wasze dziecinne przesądy i nie zmuszać was do posłuszeństwa, które was w obozie absolutnie obowiązuje. Widzieliście, że przy mojej technice operacyjnej całe moje zadanie trwałoby bardzo długo. Jestem wenerologiem i nie mam zamiaru stać się chirurgiem, Główny komendant polecił wam wykonać te operacje pod moim kierunkiem. Będzie to z korzyścią dla obozu, potrzebującego siły roboczej młodych Żydów, jak również i dla samych pacjentów, którzy najdalej po tygodniu pobytu w szpitalu wrócą do swoje pracy”.
Podczas tych operacji ofiarom eksperymentów usuwano jądra mężczyznom, a kobietom jajniki, naświetlone wcześniej promieniami Roentgena, poddając je dalszym badaniom medycznym.
Na temat przymusu ze strony lekarzy SS polskich więźniów-lekarzy do wykonywania operacji kastracyjnych dr Władysław Dering tak dalej relacjonuje:
„Zebrałem niezwłocznie na bloku chirurgicznym przede wszystkim zainteresowanych, a więc dwóch kolegów chirurgów – dra Jana Grabczyńskiego z Krakowa i Zbigniewa Sobieszczańskiego. Zaprosiłem kilku starszych kolegów lekarzy, między innymi prof, Uniwersytetu Jagiellońskiego Jana Olbrychta, mjr. dra Rudolfa Diema z Warszawy, dra Władysława Fejkla z Krosna, dra Leona Wasilewskiego z Poznania, z żydowskich lekarzy dra Samuela Steinberga z Paryża, z nie-lekarzy inż. Adama Kuryłowicza z Warszawy.
Przedstawiłem zebranym wymagania niemieckie i ewentualne konsekwencje dla wszystkich, zarówno pacjentów jak i lekarzy, w rasie sprzeciwu. Czekałem na wypowiedzenie się wszystkich, chodziło tu bowiem nie o mnie jednego, ale o cały zespół ludzi ze szpitala jak i o przeszło osiemdziesięciu pacjentów. Absolutnie nikt nie radził protestować, uważając to za zbyt ryzykowne. Argumenty kolegów na ogół pokrywały się.
Najpoważniejszy wiekiem i stopniem prof. Olbrycht, jako medyk sądowy, a więc mający do czynienia z medycyną i prawem, zajął stanowisko, które zostało jedno głośnie przyjęte jako zgodna opinia zebranych. Zdaniem profesora jesteśmy w obozie w warunkach wyjątkowych, przeciwnych wszelkim prawom międzynarodowym, ludzkim i boskim, osiemdziesiąt osiem osób pozbawionych przez naświetlania promieniami Roentgena jednostronnie gruczołów płciowych w wypadku odmowy pobrania przez nas na drodze operacyjnej próbek lub całych zniszczonych gruczołów, zostaje narażonych na utratę życia.
Abstrahując od jakiegokolwiek prawnego punktu widzenia, obowiązkiem naszym w istniejących warunkach obozowych jest ratowanie życia ludzkiego za wszelką cenę. Jego zdaniem, przyjętym przez zebranych, było: usunąć zniszczone gruczoły, które praktycznie po zadziałaniu promieniami „X” są nieczynne, a więc dla organizmu bez znaczenia, a w pewnych – wprawdzie rzadkich przypadkach – stanowiących groźbę ewentualnego nowotworowego bujania, nawet niepożądanych. Za to ratujemy osiemdziesiąt osiem młodych istnień ludzkich, z zachowanymi jednostronnie zdrowymi gruczołami płciowymi, gwarantującymi pełnię życia płciowego. Poza tym w ten sposób nie ryzykujemy też niebezpieczeństwa kar, do śmierci włącznie, dla personelu szpitalnego. Dr Steinberg przytoczył zdanie jednego z mających być operowanych: „Za cenę życia – twierdził młody człowiek – wolałbym oddać jedną rękę, nie mówiąc już o jednym i w dodatku zniszczonym jądrze”.
Tadeusz Orzeszko (nr obozowy 131527) z kolei stwierdza: „Książki ewidencyjne z bloku 21, w którym mieścił się oddział chirurgiczny zostały ukryte w czasie ewakuacji. Miejscem ukrycia był piec w pomieszczeniu łaźni obozowej, skąd wyjęto je po wyzwoleniu”. Ocalały cztery obozowe „Książki chirurgii”, z tego trzy znajdują się w Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, natomiast czwarta z nich jest w posiadaniu Muzeum Wojskowo-Medycznego w Sankt Petersburgu. Dotyczą one operowanych w obozie macierzystym Auschwitz I (szpital obozowy w bloku 21 i 28). Zachowane „Książki chirurgii” obejmują okres od 1 października 1941 do 15 stycznia1945 roku.
Z zachowanych obozowych ksiąg chirurgicznych z bloku szpitalnego nr 21, przechowywanych w Archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau, wynika, że takich zabiegów operacyjnych polscy więźniowie lekarze faktycznie wykonali około dwustu. Jednym z operujących lekarzy był dr Dering, któremu po wojnie zarzucano, że w KL Auschwitz on tylko wyłącznie takie operacje przeprowadzał. Byli więźniowie tego obozu, głównie związani z obozową konspiracją, z kolei twierdzą w swoich relacjach, że przetrwanie doktora Deringa na jego stanowisku miało ogromne znaczenie dla ruchu oporu. Świadkowie ci mówią o nielegalnie wykonywanych operacjach ratujących życie, o dostarczaniu zastrzyków przeciwtyfusowych, o ukrywaniu w szpitalnej izbie przyjęć więźniów zagrożonych zagładą. Obozowej siatce konspiracyjnej pomagał także w pozbywaniu się szpiegów i donosicieli.
W dniu 25 stycznia 1944 roku zwolniono go z oświęcimskiego obozu i przeniesiono do Chorzowa, gdzie przymusowo zatrudniono go w tamtejszej prywatnej klinice, prowadzonej przez prof. dr. Carla Clauberga. Ten hitlerowski lekarz znany był mu wcześniej z eksperymentów sterylizacyjnych, które prowadził w obozie wraz z lekarzem SS, Horstem Schumanem.
Po dziewięciu miesiącach pracy, Deringa wraz z pozostałym personelem i pacjentami z oddziału położniczo-ginekologicznego w Chorzowie, przeniesiono do Jastrzębia-Zdroju, gdzie nadal pracował pod kierownictwem prof. dr. Carla Clauberga, który dopiero 19 stycznia 1945 roku, w obawie przed zbliżającymi się oddziałami sowieckimi, wyjechał do KL Ravensbrück, aby tam dalej kontynuować swoje zbrodnicze badania, dotyczące masowej sterylizacji.
Władysław Dering wykorzystał ten fakt i prawie do końca marca 1945 roku ukrywały go rodziny śląskie, często zmieniał miejsce swojego pobytu. Po wyzwoleniu Jastrzębia-Zdroju zatrzymali go żołnierze Armii Czerwonej, którzy po ośmiu dniach zwolnili go z aresztu, co umożliwiło mu wyjazd do Warszawy w kwietniu 1945 roku.

Jacek Łukasik

1 czerwca 2025

5
Ocena: 5 (3 głosów)
Twoja ocena: Brak