Najtrudniejszy dzień mego urzędowania jak Prezydenta m.Łodzi 9.maja 2004 r. Wieczorem 8.maja Widzew przegrał z Górnikiem Zabrze 1:2. Sfrustrowani kibole ruszyli w miasto. Policja pozostała bezczynna. Po ok godzinie wrzeszcząca banda dotarła na Lumumbowo, gdzie trwała wieczorna impreza studencka w ramach uniwersyteckich „juwenaliów”. Kibole zaatakowali studentów niszcząc wszystko, co na potkali. Ktoś wezwał policję. Przyjechał oddział wyposażony w broń długą. Podobno początkowo strzelano nabojami gumowymi. Bez efektu. Podobno dowieziono kolejne ładunki. Piszę podobno – bo początkowo nic niesmówiono mi o długotrwałym starciu, a jedynie o jednorazowej salwie. Policjanci oddali salwę do kiboli. Okazało się, że wśród naboi były ostre. Trafili kibola i studentkę. Okazało się – że w obu przypadkach zranili ciężko, ze skutkiem śmiertelnym w następnych godzinach. Milicja „wyselekcjonowała” winnych: byli wśród nich kibole oraz jeden ze studentów członków komitetu organizacyjnego imprezy studenckiej. Zażądałem wyjaśnień od Komendanta Miejskiego Policji, wysłuchałem relacji kilku studentów. Pobranie niewłaściwych naboi było skutkiem pomyłki. Zaoferowałem poręczenie za studenta. Odmówiono. Poprosiłem mec. Rafała Kasprzyka o zajęcie się reprezentacją tego studenta. Zadzwoniłem do Premiera. Wprawdzie rząd był SLdowski, ale Premierem był mój przyjaciel z Uczelni – Marek Belka. Na jego polecenie nadzór nad sprawą objął min. Ryszard Kalisz. Przyjęto poręczenie dziekana Wydziału UŁ, studenta zwolniono, ale długo jeszcze próbowano go obciążyć winą. Następnego dnia stanąłem wobec wielkiego wyzwania: wzburzenie na krwawą akcję policji ogarniało nie tylko kiboli, kibiców i studentów, ale coraz większą ilość „zwykłych” mieszkańców miasta. Wiadomość o śmierci dwóch osób budziła nie tylko współczucie ale i gniew. Jako Prezydent musiałem opanować zrewoltowane miasto. Tym bardziej, że p. Wojewoda „przebywał na działce poza miastem”, a panowie Komendanci Policji Wojewódzkiej i Miejskiej byli „nieosiągalni”. Mundurowi „zniknęli” z ulic. Dysponowałem tylko Strażą Miejską, której Komendant „wolał” być bez munduru. Musiałem sprostać sytuacji. Łodzianie w coraz większej liczbie gromadzili się pod budynkiem, w którym jedno skrzydło zajmował Urząd Wojewódzki, a drugie Urząd Miejskie. Kazałem zbudować podium z mikrofonem na ul. Piotrkowskiej. Natychmiast zgromadził się tłum. Porozumiałem się z ks. Abp. Wł. Ziółkiem. Wygłosiłem do zgromadzonych przemówienie – chyba właściwie współodczuwałem nastroje i emocje, bo słuchono mnie w głębokiej ciszy. Na zakończenie odmówiliśmy modlitwę za Zmarłych i ruszyliśmy w Marszu Milczenia do Katedry ponad kilometrową trasą. Nie cenzurowałem bardzo radykalnych transparentów – pilnowałem tylko, by nie znalazł się na czele pochodu. Arcybiskup czekał przed wejście do kościoła. Weszliśmy – niemal wszyscy. Arcybiskup odprawił Mszę o spokój dusz Osób Zabitych. Miasto uspokoiło się. Nareszcie mogłem pójść spać Następnego dnia obaj Komendanci Policji już nie byli komendantami.
Jerzy: https://jerzykropiwnicki.wordpress.com/
1 czerwca 2026
- Blog
- Zaloguj się lub Zarejestruj by móc dodać komentarz
