Skip to main content

Spichlerz i Przedmurze

portret użytkownika Jacek Łukasik

W dworach XIX-wiecznych uczono tańca, za punkt wyjścia biorąc jakiś znaczący element wystroju sali, na przykład piec kaflowy, od którego rozpoczynano taniec będący sekwencję wyszukanych kroków i figur.
Ta zasada choreograficzna nie mogła przyuczanych tancerzy nie konfundować – odtąd przed tańcami w nowej sali balowej najpierw wyszukiwali jakikolwiek piec, od którego z ulgą poczynali dygać, przytupywać i ciąć hołubce.
Podobna metodyka przyświecała PiSowskim ministrom spraw zagranicznych, którzy w corocznych exposés w Sejmie opowieść swą wysnuwali od tego samego pieca – zagrożeń dla bezpieczeństwa Polski. Zaborcza Rosja, konszachtujące Niemcy, pazerna UE – wszystko to im nakazywało, żeby całą Polskę stawiać na nogi do alertu. I konsolidować naród polski wokół cnót patriotyzmu i niepodległości, przeplatających się niczym dwa węże na kaduceuszu trzymanym przez PiS. A do tego budować system autorytarny wokół władzy PiSowskiej, która środkami nadzwyczajnymi gromiła zdradę wewnętrzną i dumnie odpierała podchody z zewnątrz.
Jednak także i rządząca dzisiaj PO trąbi ile sił na alarm: Rosja kołoszmaci Ukrainę i niczym gigantyczny jaszczur pełznie ku Polsce, by i tu zaspokoić swą żarłoczność. Rząd Donalda Tuska także adoruje kwestię bezpieczeństwa jako metacel, jako „bezpieczeństwo ponad wszystko”. Tu się ponownie zawiązuje POPiS-owa spójnia. Minister SZ Radosław Sikorski stwierdził w swym wystąpieniu w Sejmie 26 lutego: „bezpieczeństwo jest warunkiem realizacji wszystkich innych celów państwa”. Myśl to niby niezaprzeczalna, choć w równej mierze jałowa jak skandowanie o patriotyzmie i niepodległości.
Czczość tych zawołań na tym polega, że ani bezpieczeństwa, ani niepodległości nie zapewni się pomijając czynniki pierwiastkowe, jakie dla państwa stanowią materialne zasoby oraz kultura organizacji i zarządzania. Czyli bez dynamiki rozwojowej. Zachodzi sprzężenie zwrotne - rozwój inwestuje w bezpieczeństwo, ono zaś ułatwia dalszy rozwój. Bez tych czynników w obronie ojczyzny ostaje się tylko modlitewne chlipanie, chorał patriotyczny i bohaterszczyzna.
Czynnik rozwoju pulsował w Polsce aż za ostatnich Piastów. Za Jagiellonów zaś potencjał modernizacyjny, zakumulowany przez Polskę za panowania Kazimierza Wielkiego, został przetransferowano w znacznej mierze na obszary rusko-litewskie, słabiej rozwinięte i poza tym spustoszone przez Mongołów i Tatarów.
W tym uwidoczniła się płytkość geostrategiczna obcej w końcu, mentalnie eurazjatyckiej – można polecać tu fundamentalną pracę Karola Szajnochy Jadwiga i Jagiełło – polityki Jagiellonów.
Gdy nurt piastowski dążył ku temu, żeby odwojować ziemie należące do Polski za pierwszych Piastów oraz podporządkować sobie Zakon Krzyżacki, a zapewne i włączyć tereny państwa zakonnego do Polski, Jagiellonowie z wykorzystaniem polskiego potencjału ludzkiego i popiastowskiej schedy materialnej walczyli z Moskwą o dziedzictwo Rurykowiczów. To wessało Polskę cywilizacyjnie w bajora, stepy i ostępy Eurazji Przedniej.
Zyskanie rozległych obszarów rolnych na Rusi negatywnie wpłynęło na logikę rozwoju socjoekonomicznego w Koronie. Nadwyżka ludności wiejskiej, która zwykle szukała w miastach azylu przed uciskiem feudalnym, podążyła teraz na ruski wschód. Dopływ ludności polskojęzycznej do miast w czasach jagiellońskich gwałtownie się obniżył, powodując z czasem ich uwiąd.
Zamiast tego bujnie rozkwitła na Kresach gospodarka rolna, wskutek czego w XVI wieku – kiedy Europę Zachodnią ogarnęła gorączka handlu zamorskiego i podbojów kolonialnych, na czym stopniowo osadzała się nowoczesność industrialna – Pierwsza Rzeczpospolita cofała się, reaktywując pańszczyznę i wtórny feudalizm. Przeistoczywszy się w „demokrację szlachecką”, w olbrzymim stopniu sekowała miasta jako siedliska sromoty kupiecko-lichwiarskiej. I wyistotniła swoje „objawione przeznaczenie” jako europejskiego Przedmurza i Spichlerza. Jako Przedmurze walczyła z Tatarami i Turkami, kozactwem siczowym i państwem moskiewskim, ze zmiennym szczęściem.
Idea Przedmurza posypała się jednak wtedy, gdy Rosja z eurazjatyckiej Moskwy przeistoczyła się, poprzez reformy modernizacyjne Piotra I, w potężny, orientujący się na Europę, Petersburg. Wyrąbawszy sobie dzięki wojnom ze Szwecją bałtyckie „okno na Europę”, imperium rosyjskie uznało za celowe wyważenie „drzwi do Europy” poprzez Rzeczpospolitą, od końca XVII wieku zacofaną, bigoteryjną i kulturowo niestety bardziej eurazjatycką niż sama Rosja petersburska.
Wszczynając w XVIII i XIX wieku samobójcze powstania (z obcej i jednoznacznie antypolskiej inspiracji), Polacy kultywowali rytuał Przedmurza; z kolei zbawienie ekonomiczne widzieli w agraryzmie, czyli w idealizacji Spichlerza. Wobec uprzemysłowionego Zachodu ustawiali się jako kompradorzy wyprzedający surowiec. Oba te podejścia osłabiały potencjał polski: Spichlerz nie dostarczał nowoczesnych mocy do walki (skoro brakowało zasobów przemysłowych, zwłaszcza industrii zbrojeniowej), a to z kolei powodowało mierne wykonawstwo Przedmurza, skoro przeciw karabinom wystawiano kosynierów, a później przeciw czołgom – kawalerię. Przedmurze i Spichlerz cofnęły Polskę do średniowiecza aż na trzy nowożytne stulecia.
Sarmackie mitologemy nadal kołyszą polskim poczuciem dostatniości i siły. Obfitość kiełbas i szynek (których deficyt w czasach PRL-u wróżył rychłą społeczną ruchawkę) oraz innych towarów masowej konsumpcji w dzisiejszej Polsce nie wyczula Polaków na fakt, że za tym może się kryć pułapka tzw. średniego dochodu w skali rozwojowej. Czyli rozwoju spowolnionego, gdzie zasobność konsumpcyjna Polski będzie trwała, ale nie wykiełkuje w niej postiprzemysłowy przełom ku mocarstwowości, co się dokonać może tylko dzięki polskiej informatyce. nanotechnologii, sztucznej inteligencji.
Przełomu na pewno nie przyniosą popłuczyny z idei Przedmurza i Spichlerza, ani nie wyczaruje jak królika z kapelusza wzmożenie patriotyczne, o które tak gorliwie modli się Jarosław Kaczyński. Wygenerować go może tylko gigantyczny zastrzyk środków na badania naukowe, na szybkie ścieżki dla nowatorstwa, na kult innowacyjności.
W walkach we wrześniu 1939 roku wojskom polskim nie brakowało wzmożenia patriotycznego i ofiarności, nie starczało natomiast broni najnowszej generacji, zawiodło również wyszkolenie do działań na nowoczesnym polu walki. Spichlerzem – a Druga RP pozostawała krajem głęboko rolniczym – niepodobna było mierzyć się z potęgą modernizacji i uprzemysłowienia w Niemczech (i w ogóle w całym świecie zachodnim, do którego Rzeczpospolita nieszczególnie przystawała). Zbożem i wieprzowiną nie da się przecież ufortyfikować Przedmurza tak, by się oparło nowoczesności.
Droga dziejowa zwiodła Polskę na manowce przednowoczesności, w których pięćset lat temu ugrzęzły zalążki polskiego myślenia merkantylistycznego. W zaściankach i pałacach magnackich nikomu nawet nie przychodziło do głów (zwykle zapijaczonych) myślenie o handlu zamorskim, o rozwoju manufaktur i przemysłu, o budowaniu siły państwa w oparciu o pomnażanie przedsiębiorczością, zapobiegliwością i pracą bogactwa narodowego. Obecnemu pokoleniu Polaków przyjdzie się więc zmierzyć z gigantycznym zaniedbaniem dziejów Polski – jej poronioną nowoczesnością.
Jacek Łukasik
31 marca 2026

https://marucha.wordpress.com/wp-content/uploads/2026/03/orsza-scaled1.j...

0
Nikt jeszcze nie ocenił tej publikacji. Bądź pierwszy
Twoja ocena: Brak