Tymczasem współczesność, którą zdominowały cyfryzacja, automatyzacja i globalna produkcja, ujawnia jeszcze dalej idące napięcia między technologią a dobrym życiem. Ogrom społeczeństwa trwa w niewoli własnych zaawansowanych technicznie smartfonów i mediów społecznościowych. I tu sam uderzę się we własne piersi, że być może ja też może zbyt często do nich się odwołuję i za dużo w nich siedzę.
Wielu z nas często funkcjonuje bardziej w rzeczywistości wirtualnej, niż w realnym życiu. Jednocześnie przed nami stoją kolejne zagrożenia, jakie mogą wyniknąć z postępu technologicznego. Jeśli spełnią się najdalej idące przewidywania odnośnie AI, jak wpłynie to na nasze i tak już moralnie wyniszczone społeczeństwa?[1]
Procesy, przed którymi przestrzegano nas 200 lat temu, w pewien sposób się dopełniły. Z jednej strony nowoczesne narzędzia i innowacje poprawiają nasz komfort życia i zwiększają dostęp do dóbr, z drugiej jednak – przyczyniają się do alienacji ludności skupionej w wielkich miastach i osłabienia ostatnich pozostałości tradycyjnych wspólnot.
W ogromnej mierze zanikło niegdyś oczywiste poczucie związku człowieka z jego najbliższym otoczeniem. Nie wspominając nawet o rzemiośle czy handlu, także drobne, rodzinne rolnictwo jest wypierane przez to przemysłowe. Globalizacja, wraz z nieustannym ruchem ludności, uwieńczyła dzieła zerwania naturalnych więzi społecznych. Poruszając sprawę handlu porównajmy tradycyjne osiedlowe prywatki z wielkimi hipermarketami, kolektywizującymi pracę dokładnie w sposób jak najbardziej socjalistyczny.
Zasady „nowego społeczeństwa”, na które pomstował Bonald, mają się dziś jeszcze lepiej, niż w jego czasach. Nadal (a nawet jeszcze bardziej) dominuje pieniądz i zysk, a w stosunkach gospodarczych brak miejsca na zasady etyki chrześcijańskiej. Wielkomiejskiego człowieka, oderwanego od religii, tradycji oraz codziennego obcowania z przyrodą, opanowała pogoń za efemerydą „kariery” i bogactwa. Jego życie to ciągły pośpiech, niepokój i poczucie bezcelowości, od którego odrywa się przez coraz bardziej prymitywny chłam kultury masowej.
Zanik modlitwy i kontemplacji rekompensuje mu bezwartościowy serial na platformie streamingowej. Taka rozrywka opiera się o najniższe instynkty, na czele z wręcz ubóstwianym, nieokiełznanym rozumem popędem seksualnym. Z jednej strony, człowiek jest wyalienowany, z drugiej cieszy się pozornie bogatym (lecz przeważnie wewnątrz pustym) życiem towarzyskim. Gdy to nie wystarcza, frustrację osobnika zaganianego w biegu za niczym leczą wizyty u psychoterapeutów.
Taki młody, wykształcony mieszkaniec wielkiego ośrodka (vide „młodzi, wykształceni z wielkich miast u Stanisława Michalkiewicza) staje się łatwym celem dla agencji marketingowych, kreujących w nim potrzeby, których w istocie nie posiada. Marzy o zakupie przedmiotów, które są mu najzupełniej zbędne, by krótko po ich zdobyciu szukać kolejnych podniet do nabycia.
Podobnie czynią demokratyczni politycy, którzy toczą spory bez znaczenia dla wspólnoty politycznej, nakierowane na wzbudzenie emocji i podziałów u elektoratu. Konsumpcjonizm generuje znudzenie, a ten z kolei dekadencję, co z kolei sprzyja hedonizmowi.
Zepsucie wielkich miast sięgnęło szczytu absurdu, który ujawnia się w ruchach na rzecz „praw” osób z rozmaitymi zaburzeniami (np. LGBT). Zamiast leczenia i pomocy, tacy ludzie dostają coraz częstsze zapewnienia, że w ich odchyleniach nie ma niczego złego. Wszystko to w imię wynoszenia na piedestał tego, co w ludzkiej naturze skaził grzech pierworodny.
Jak wspomniano w poprzednim artykule, rzetelna refleksja nad powyższym stanem rzeczy jest obca dominującej prawicy głównego nurtu. Nawet, jeśli werbalnie sprzeciwia się przynajmniej niektórym z tych zjawisk, jej materialistyczne oblicze nie pozwala jej dotrzeć do sedna problemów. Sama bowiem często apeluje do niskich instynktów, wokół ulegania którym zbudowano współczesny świat. I znowuż Ayn Rand.
Przeciw szkodliwej agendzie lewicy coraz częściej brak argumentów z pozycji ortodoksji katolickiej, lecz pochodzą one z liberalizmu. Przykładowo – przeciw niebezpieczeństwu masowej migracji podnoszony jest sztandar „europejskiego stylu życia”. Jedni spierają się z drugimi, czy amerykańska reklama jeansów promuje wydumany „nazizm”, a nikogo nie razi jej bezwstyd i wyuzdanie. Co gorsza, nominalni prawicowcy w swej masie to zepsucie wręcz gloryfikują, bo modelka jest biała. Wszystko stale kręci się wokół konsumpcji, wygody, zaspokajania popędów, czy też dorobienia się. Prymitywizm tego stanu rzeczy wręcz poraża!
[1] Zob. A. Wielomski, Przyszłość pracy i świata pracowników w proroctwach Yuvala Noaha Harariego, https://instytutsprawobywatelskich.pl/przyszlosc-pracy-i-swiata-pracowni...
Jacek Łukasik
27 października 2025
- Zaloguj się lub Zarejestruj by móc dodać komentarz
