Skip to main content

Obiekcje wokół nowego szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego

portret użytkownika Jacek Łukasik

„Odsetek idiotów wśród profesorów jest taki sam jak wśród woźniców”
Po zwycięstwie w wyborach prezydenckich Karola Nawrockiego radowaliśmy się, że będziemy mieć prezydenta, który nie będzie „sługą narodu ukraińskiego”. Mieliśmy nadzieję, że zerwie ze ślepym filosemityzmem i że nie zatrudni w swej Kancelarii patałachów tak, jak jego żałosny poprzednik (Andrzej Duda oczywiście).

Jednak po ogłoszeniu przez niego, kto będzie szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego, takiej nadziei już mamy niestety mniej.
Uzasadniając wybór Sławomira Cenckiewicza, prezydent-elekt ogłosił: „To wybitny intelektualista, akademik i autor wielu książek dotyczących działalności komunistycznych oraz sowieckich służb specjalnych”.
Tu jednak konieczne się staje wyjaśnienie: Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego odpowiada za doradztwo w zakresie bezpieczeństwa i obronności państwa. Opracowuje analizy i rekomendacje dot. zagrożeń, polityki militarnej oraz sytuacji strategicznej. Choć nie dowodzi wojskiem, pełni kluczową rolę – wspiera zwierzchnika Sił Zbrojnych
A jakie kompetencje w tym zakresie posiada archiwista (mimo, że sam nim jestem lub byłem)? Gdzie je nabył? Będąc pełnomocnikiem Antoniego Macierewicza ds. reformy archiwów wojskowych? Badając historię opozycji antykomunistycznej w PRL? Sporządzania raportów dotyczących polityki militarnej oraz sytuacji strategicznej nauczył się kompilując biografię Lecha Kaczyńskiego i pracując na pół etatu w Archiwum MSZ?
W tym kontekście musimy przypomnieć, że ministrami obrony, odpowiedzialnymi za tragiczny stan polskiej armii byli niestety historycy (także nim jestem): Bronisław Komorowski, Antoni Macierewicz i Mariusz Błaszczak (nie mówiąc o lekarzu psychiatrze Klichu, socjologu Parysie, posiadaczu dyplomu bakałarza filozofii Radku Sikorskim oraz lekarzu pediatrze Kosiniaku-Kamyszu). Nie zapomnijmy też, że „historykiem” jest Donald Tusk. Przytoczmy też słowa profesora historii Gerarda Labudy: „Odsetek idiotów wśród profesorów jest taki sam jak wśród woźniców”.
Kiedy w lutym 2021 r. kierowanie wrocławskim oddziałem IPN oddano w ręce Tomasza Greniucha, protestowali nie tylko Żydzi. Udział w nagonce wziął niestety również Sławomir Cenckiewicz. Nominację określił: „Tragedia”. Sekundował mu Piotr Cywiński: „[…] mamy do czynienia z ideologiem ONR-u, człowiekiem, który pisał manifesty, pisał zeszyty szkoleniowe ONR-u, on wychowywał całe roczniki ONR-owców”. W nagonce wzięła także udział „Wyborcza”. Dla mnie to jest wyraźne przeciwskazanie dla Cenckiwicza.
Krótko mówiąc, Cenckiewicz triumfował, a zza winkla rechotał sam polakożerca wszechczasów, Adam Michnik. Nawiasem mówiąc Cenckiewicz nie zapritestował, gdy wicepremier w rządzie PiS mianował do Rady Muzeum Polin Ryszarda Sznepfa, którego ojciec, wraz z NKWD, polował na żołnierzy niezłomnych a jako funkcjonariusz Informacji Wojskowej przesłuchiwał, torturował i mordował, którego matka – funkcjonariuszka MBP zwalczała podziemie niepodległościowe, a wujek Oswald był sędzią, który wydawał wyroki śmierci na polskich patriotów, w tym ONR-owców.
A jakąż zbrodnię popełnił Tomasz Greniuch? Nie był wnukiem funkcjonariusza UB. Nie był synem NKWD-zisty.
W tym miejscu koniecznie trzeba wypowiedzieć kilka porządkujących fakty uwag: Chłopcy z ONR nie bili Żydów, ale żydokomunę. W przedwojennej Polsce faszystami byli syjoniści rewizjoniści (których wodza Ben Gurion nazywał „Włodzimierzem Hitlerem”). Członkowie 50-tysięcznego narodowo-radykalnego Bejtaru pozdrawiali się salutem rzymskim i uważali, że antysemityzm Hitlera jest pożądany, bo skłania Żydów do emigracji do Palestyny. Kierownictwo ONR osadził w Berezie Kartuskiej patron partii, do której doszlusował Cenckiewicz – Józef Piłsudzki. Greniuch zajmował się przywracał prawdę o polskich patriotach i jego los był ostrzeżeniem dla historyków pokroju Cenckiewicza, czym wolno się zajmować, a czym nie.
Przymilając się naukowemu Sanhedrynowi, Cenckiewicz zatrwożył się „narastającą negatywną kampanią przeciwko Polsce o wydźwięku międzynarodowym.
Nie wpadł jednak na pomysł, że kampanii takiej można było dać odpór przy pomocy archiwów, w których szpera: poprzez ujawnienie rodowodów tych, którzy nami rządzą; poprzez pokazanie, że nieprzerwane oskarżanie Polaków o antysemityzm służy zamazaniu zbrodni, których dopuścili się na polskich patriotach; poprzez przypominanie, że żydokomuna to potomkowie zbrodniarzy, którzy wytępili na uniwersytetach przedwojenną profesurę a na wykłady chodzili z naganami, bo „grozili im zewsząd polscy faszyści”; poprzez uświadomienie, że to Stalin nakazał, aby agentura Kominternu na całym świecie zwalczała Polaków pod hasłem „walki z faszyzmem”.
No i poprzez przypominanie, że Żydzi mieli całkiem niemały haniebny udział w zagładzie własnego narodu, że mieli żydowską policję, która w ręce Niemców wydała oprócz 50 000 Żydów, 6 000 Polaków, którzy ukrywali Żydów i ponad 1500 księży, którzy Żydom pomagali.
Dlaczego nie przypomniał przy pomocy archiwów, że w Informacji Wojskowej, która popełniała najcięższe zbrodnie, funkcjonariuszami byli wyłącznie NKWD-ziści pochodzenia żydowskiego? Więźniowie tej Informacji marzyli o przekazaniu w łapy UB.
Narzędziami do szerzenia wiedzy o żydokomunie dysponował, gdy przejął Centralne Archiwum Wojskowe. Tymczasem szperał w nim w pojedynkę, skutecznie utrudniając innym dostęp do niego (co jest naganne), a jego głównym „znaleziskiem” były teczki mające udowodnić antysemityzm Jaruzelskiego i antysemitów „prześladujących” żydowskich generałów w marcu ‘68.
Cenckiewicz nie naprawił też zaniechań z lustracją i dekomunizacją, która nie objęła tych, którzy mieli dziadków w MBP i KPP. Polsce lustracja jest potrzebna, ale nie podpowiadana przez najstraszliwszego wroga Polski i Polaków - Michnika i nie z pytaniem, gdzie kto był, tylko c-o robił, czy sądził w kapturowych sądach, czy torturował!
Tymczasem pociągnięcia dekomunizacyjne Cenckiewicza i jego promotorów objęły jedynie Polaków z PZPR walczących z żydokomuną.
Z Archiwów Informacji Wojskowej uczyniono najpilniej strzeżoną tajemnicę nie tylko w PRL. Ale także obecni nadzorcy tych archiwów dbają o to, aby nie zostały rzetelnie zbadane, a jeśli już je wykorzystują, to głównie przeciw ludziom o poglądach narodowo-katolickich i do akcji antypolskich.
Jacek Łukasik
30 lipca 2025

5
Ocena: 5 (2 głosów)
Twoja ocena: Brak